System odstraszania talentów
Polska rzeczywiście ma ogromny problem z imigrantami. Nasz system jest zaprojektowany tak, by zniechęcać najlepszych z nich

Nie mamy nic przeciwko imigrantom, jeśli pracują – to w Polsce opinia nierzadka. Ale czy wygłaszający ją wiedzą, jak to jest o tę pracę się u nas starać, imigrantem będąc? Nie chodzi o brak ofert. Chodzi o biurokrację. Można odnieść wrażenie, że przepisy dotyczące pobytu i pracy imigrantów w Polsce pisali Joseph Heller wespół z Franzem Kafką. To biurokratyczny labirynt absurdalnych procedur – diaboliczne zespolenie „Paragrafu 22” i „Procesu”, skutkujące tym, że według Wskaźników Atrakcyjności dla Talentów (ITA) na 38 państw OECD pod względem przyciągania wysoko wykwalifikowanych pracowników zajmujemy dopiero 29. miejsce, a przedsiębiorców – 30. Wypadamy gorzej niż większość państw regionu.
Inżynierowie naprawdę potrzebni
Europoseł Dominik Tarczyński nie widzi w tym problemu. Napisał niedawno na X, że bez imigrantów „polska gospodarka poradziła sobie przez 1000 lat. Poradzi sobie i teraz”.
Niestety, oba człony tego twierdzenia są mocno wątpliwe. Po pierwsze, historycznie rzecz biorąc, polska gospodarka radziła sobie różnie, ale zwykle lepiej właśnie w tych okresach, gdy przyjeżdżali imigranci: Niemcy, Żydzi, Ormianie, Tatarzy, Olędrzy (osadnicy z Niderlandów), a nawet Szkoci. Stare Szkoty w Gdańsku nie wzięły się znikąd. Po drugie, jeśli chodzi o przyszłość naszej gospodarki, to radzenie sobie bez imigrantów będzie trudniejsze niż w przeszłości. Nie żyjemy już w opartych na wyzysku społeczeństwach feudalnych ani w systemach merkantylistycznych opartych na grabieniu sąsiadów – nie żyjemy więc w systemach, w których zupełnie nie liczył się człowiek. Żyjemy w zglobalizowanym kapitalizmie, w którym rozwój odbywa się właśnie dzięki ludziom i ich dobrowolnej współpracy. A im bardziej zaawansowany ten kapitalizm i im bardziej nowoczesna gospodarka, tym bardziej odbywa się on dzięki właściwym ludziom: najbardziej pracowitym, pomysłowym i najlepiej wykształconym.

