Płacz w Bramie Łez
Gdy świat przygląda się harcom USA w cieśninie Ormuz, nieopodal inny kluczowy szlak transportowy jest bliski zamknięcia. U wylotu Morza Czerwonego odradza się somalijskie piractwo

Jak mam wytłumaczyć trzylatce, że jej ojciec jest w niewoli i nie może przyjechać do domu? – pyta reportera katarskiej Al-Dżaziry 26-letnia Ajesza, matka trzyletniej Zimal oraz czteromiesięcznego Rahima. 29-letni Amin bin Szams od lat pracował w dokach pakistańskiego Karaczi. Pragnął jednak zaciągnąć się na statek – inne pieniądze, inne warunki. Pod koniec zeszłego roku nadarzyła się okazja: trafił na pokład tankowca MS Honour 25.
21 kwietnia – a może 22, bo do abordażu doszło w nocy – na pokład statku wdarli się somalijscy piraci. Amin zadzwonił o świcie w panice, przekazując żonie informację o porwaniu. Potem były już tylko kontrolowane przez porywaczy połączenia, w końcu zapadła cisza. Podczas ostatniej rozmowy Amin prosił o powiadomienie wszystkich, którzy mogliby naciskać na pakistański rząd, by ten podjął rozmowy z porywaczami. Syn innego marynarza dostał identyczną prośbę. – Ojciec powiedział: „Porwano nas, zgłoś się do firmy, do ludzi, do rządu. Na pokładzie są uzbrojeni piraci”. Panikował, ale mówił: „Nie martw się, proś rząd, żeby coś z tym zrobił” – opowiadał Muzammil Ahmed Ansari.
Na razie pakistański MSZ na pytania o losy porwanej załogi lakonicznie odpowiada, iż rozmowy trwają. Nie wiadomo, czy – i jakiej wysokości – miałby być wpłacony okup za statek i załogę. Zakładnicy zostali podobno upchnięci w jednym lub dwóch pomieszczeniach na pokładzie, ale na razie wydają się bezpieczni.

