Antytechnologiczna fala idzie przez Stany
Zagrożenia stwarzane przez najnowsze modele sztucznej inteligencji skłoniły Biały Dom do zrewidowania podejścia do nowej technologii. Ale zmiana ta ma szerszy kontekst: Amerykanie coraz głośniej protestują przeciwko kosztom rewolucji AI

Przez większość tej kadencji Donalda Trumpa administracja prezentowała leseferystyczne podejście do rozwoju sztucznej inteligencji. W nagrodę za miliony dolarów na kampanię wyborczą i ceremonię inauguracyjną oligarchowie z Doliny Krzemowej mogli nie tylko działać bez większego nadzoru, lecz także cieszyć się wsparciem potężnego sojusznika w torpedowaniu regulacji zagrażających ich nieskrępowanej ekspansji. Prezydent i jego współpracownicy dali się przekonać, że aby wygrać geopolityczny wyścig z Chinami, trzeba jednocześnie walczyć na dwóch frontach – z jednej strony usuwać bariery w produkcji czipów i budowie nowych centrów danych, z drugiej blokować stanowe ustawy wymagające oceny zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją. – Ułatwimy wam wszystko, jak tylko się da – zapewniał Trump prezesów największych firm AI krótko po zaprzysiężeniu.
Niewykluczone, że polityka nieingerowania w rozwój nowej technologii dobiega końca. Na początku maja „New York Times” poinformował, że w Białym Domu trwają dyskusje nad wprowadzeniem obowiązku testowania dużych, zaawansowanych modeli pod kątem bezpieczeństwa i podatności na nadużycia. Założenie jest takie, że każde takie narzędzie musiałoby uzyskać rządową akceptację przed udostępnieniem go użytkownikom. Kevin Hassett, dyrektor Narodowej Rady Gospodarczej, porównał to do procesu, przez który rutynowo przechodzą leki, zanim zostaną dopuszczone do obrotu.

