Niech żyje życie! Precz z nawykami!
Noszę w sobie ciekawość dziecka i przez cały czas się czegoś uczę. Ciągle w ruchu. Niedługo skończę 83 lata, a mam tyle energii!

Z Urszulą Dudziak rozmawia Konrad Wojciechowski
Pani Urszulo…
A możemy mówić sobie po imieniu? Spędziłam 30 lat w Nowym Jorku. Tam wszyscy zwracają się do siebie na „ty”. A ja ten zwyczaj wprowadzam tutaj, w Polsce. Mów mi, jak chcesz: Uleńka, Ulusia, Ula, Urszula, Ulka.
A dasz mi swój numer? Chciałbym zadzwonić i usłyszeć w słuchawce telefonu singlową piosenkę z twojej najnowszej płyty, którą nagrałaś w formie automatycznej sekretarki.
Chodzi ci o kawałek „Mango Dance”? Dawno temu, kiedy zamieszkałam w Nowym Jorku, skomponowałam sygnał muzyczny dla ludzi, którzy będą chcieli do mnie dzwonić. We wstępie do nowego utworu zacytowałam fragment tamtego sygnału.
I kiedy znajomi telefonowali, jaka była ich pierwsza reakcja?
Dzwonili i narzekali: „Ula, to jest za długie. Nie mamy już miejsca na nagranie wiadomości”. A ja uważam, że wyszło pięknie, bo symulowałam w tym nagraniu całą orkiestrę.
Nikt ci niczego nie zaśpiewał przez telefon?

