Turcja marzy o Nowym Bliskim Wschodzie

„Spójrzcie, jak zdołała się ukształtować Unia Europejska. Dlaczego nam miałoby się nie udać?” – tak minister spraw zagranicznych Turcji Hakan Fidan, w styczniowym wywiadzie dla Al-Dżaziry, tłumaczył swoje pomysły na Bliski Wschód. Przekonywał, że region potrzebuje własnych rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa, które opierałyby się na wzajemnym zaufaniu, a nie odstraszaniu i dominacji.
W kolejnych miesiącach Fidan powtarzał apele wielokrotnie, nasilając je po amerykańsko-izraelskich atakach na Iran. Wtedy Ankara zaczęła prezentować się światu jako dojrzała i odpowiedzialna: konsekwentnie dystansowała się od konfliktu i namawiała do powrotu do dyplomacji; nawoływała także arabskie państwa Zatoki Perskiej, ofiary odwetu Teheranu, aby nie dołączały do wojny. Aby powstrzymać eskalację konfliktu, tureccy politycy podróżowali również po regionie, a sam Fidan uczestniczył m.in. w spotkaniach w Rijadzie (18 marca) oraz Islamabadzie (29 marca).
Jednocześnie Turcy krytykowali irańskie ataki na cele w Zatoce Perskiej, intensywnie komunikując się przy tym z władzami w Teheranie. Te kontakty były szczególnie interesujące po tym, gdy Iran wystrzelił rakiety w kierunku Turcji (zostały zestrzelone przez NATO). Ankara sygnalizowała, że nie nabierze się na zapewnienia irańskiego reżimu, iż nie miał nic wspólnego z atakiem, cierpliwie powtarzając, że nie da się wciągnąć w wojenną zawieruchę.

