Jak zmienić kompas HR-owca?

Wielu menedżerów HR czuje się wykorzystywanych przez inne działy w firmie. Twierdzą, że wkładają mnóstwo zaangażowania i matczynej wręcz troski w dbanie o swoich wewnętrznych klientów. Mówią, że jest to z premedytacją wykorzystywane, przez co liczba ich obowiązków stale rośnie. Klienci wewnętrzni oczekują coraz więcej, a sami coraz mniej się angażują w samodzielne działania. Dział HR staje się typową matką Polką zajmującą się wszystkim, zmęczoną, spracowaną, choć wciąż dumną. Dlaczego należy to zmienić?
Opisane zjawisko jest dość powszechne, występujące niezależnie od płci. Matczyna troskliwość jest sama w sobie bardzo piękną cechą. Szczególnie wobec małych, niesamodzielnych istot, jakimi są dzieci. Kiedy jednak ta troska pojawia się jako sposób na relację działu HR z innymi działami firmy (określanymi jako biznes), skutkuje to problemami i kosztami.
„Tylko ty możesz mi pomóc!”
Na to stwierdzenie łapie się wielu menedżerów HR. To wielka pożywka dla ego HR-owca; „Jestem niezastąpiony, niezbędny, ceniony!”. Między „troskliwą matką” a biznesem tworzy się ścisła i komplementarna zażyłość. Biznes pozoruje wygodną dla siebie bezradność, a menedżer HR wchodzi w opiekuńczą rolę i bezrefleksyjnie niesie pomoc potrzebującemu dziecku. Z psychologicznej strony zjawisko jest złożone. W krótkim czasie obie strony czują się wygrane. Menedżer HR ma poczucie, że jest ważny i potrzebny, że rozwiązał czyjś problem,


