Historia opowiedziana do końca...

Rozmowa z Andrzejem Jeznachem, przedsiębiorcą i do niedawna prezesem kilku firm z siedzibami w Hamburgu i Moskwie
Tytuł wydanej w tym miesiącu Pana książki Szef, którego szukamy. Rzecz o odpowiedzialności, brzmi dość enigmatycznie. Co konkretnie oznacza?
A ja sądziłem, że zagadkowe były moje poprzednie tytuły: Szef, który ma czas, czy Szef, który myśli (śmiech). Tamte pozycje były relacją z podróży, dzieliłem się doświadczeniami, często nieoczekiwanymi odkryciami, zaskakującymi wynikami i bieżącymi refleksjami. Ta książka jest inna, podróż dobiegła bowiem końca! Przed dwoma laty zdecydowałem się odejść ze stanowiska prezesa i właściciela firmy. Czas na podsumowania i wnioski. Wskazuję na paradoks, dlaczego firmy bez hierarchii potrzebują szefów. Nie musimy nazywać ich szefami, to raczej przywódcy, liderzy, osoby dbające o zaszczepienie nowej kultury współpracy, a przede wszystkim o jej trwałość i rozwój.
Udowodnił Pan, że można stworzyć organizację samozarządzającą się, czyli turkusową. Jakie motywy przyświecały Panu, żeby pójść właśnie w tę stronę?
Muszę coś sprostować. Ja nie stworzyłem organizacji prawdziwie samozarządzającej się! Nasza firma wprawdzie tak właśnie działała, ale organizacja bez hierarchii powinna tak działać zawsze, niezależnie od tego, czy inicjator ruchu jest wciąż tam obecny, czy też ją opuścił. W książce pokazuję, że takie firmy istnieją, jakkolwiek nie są to organizacje, które można stworzyć w ciągu kilku lat, oraz że są one wyzwaniem nie tylko dla jej szefa. Kluczem jest słowo odpowiedzialność.
Moje wyjściowe motywy były bardzo przyziemne, lecz szczere, co wyraża tytuł pierwszej książki, czyli


