Po 10 latach Brytyjczycy żałują brexitu
Dokładnie 10 lat temu Wielka Brytania zagłosowała, aby opuścić Unię Europejską. O widmie brexitu była mowa na długo przed 2016 r., ale mało który poważny polityk taką możliwość dopuszczał. David Cameron, ówczesny premier Wielkiej Brytanii, postawił swoją karierę na brexitowym referendum. Obiecał, że na nie pozwoli w kampanii przed wyborami w 2015 r., mimo że sam popierał hasło Remain (pozostać). Możliwe, że to dzięki tej obietnicy wygrał elekcję, tym bardziej że rok wcześniej partia UKIP Nigela Farage’a – który poświęcił dwie dekady na walkę o brexit – uzyskała w wyborach do Parlamentu Europejskiego 27 proc. głosów, kończąc wyścig na pierwszym miejscu. W krajowych wyborach w 2015 r. UKIP zdobył już tylko 13 proc. poparcia, bo wielu wyborców Farage’a zagłosowało na partię Camerona, wierząc premierowi w obietnicę referendum.
Wynik był trudny do przewidzenia. Krótko po zamknięciu lokali wyborczych sam Farage powiedział: „wygląda na to, że Remain wygra o włos”. Sondaże przewidywały przegraną stronnictwa probrexitowego Leave (wyjść) o 4 pkt proc. Myliły się. Leave wygrało, zdobywając 52 proc., a David Cameron podał się do dymisji.
Zwolennicy wyjścia z UE dzielili się na dwa obozy. Jeden, liberalny, widział w Unii wroga globalnej Brytanii. Obiecywał świat bez unijnych ceł i nowy dobrobyt, w którym Wielka Brytania będzie miała swobodę handlu z Azją, Ameryką, Afryką. Drugi obóz, nacjonalistyczny, widział w Unii wroga niepodległej Brytanii. Imigranci z Polski, Rumunii i reszty wschodniej Europy – przekonywano – mieli niszczyć brytyjski dorobek kulturowy, decydenci w Strasburgu i Brukseli zaś ignorowali oczekiwania brytyjskiego ludu.
Rzeczywistość nie sprostała tym oczekiwaniom. Z perspektywy czasu wiemy, że to wyborcy nacjonalistycznego obozu stanowili większość głosujących za brexitem, ale to piewcy „Globalnej Brytanii” wygrali konflikt w Westminsterze. Paradoksalnie pod rządami Borisa Johnsona (wygrał wybory w 2019 r., obiecując dopełnić procedury brexitu), w latach 2021–2024, do kraju przybyło ok. 4,2 mln migrantów spoza UE.
Dobrobytu również nie ma. Wzrost PKB w Wielkiej Brytanii w ostatnich 10 latach wynosi średnio 1,4 proc. na rok, zaś realne płace w siedmiu latach od referendum wzrosły o mizerne 3,2 proc. Co prawda w tym samym okresie gospodarki państw zachodniej Europy, które w Unii pozostały, radziły sobie też nienajlepiej, ale brexit z pewnością brytyjskiej gospodarce nie pomógł.
Dzisiaj większość Brytyjczyków deklaruje, że żałuje brexitu. W ankiecie YouGov z początku czerwca 57 proc. stwierdziło, że wyjście z UE było błędem, a 30 proc. uważa to za dobrą decyzję. Pomimo tego poczucia rozczarowania od czasu referendum to właśnie architekt brexitu Nigel Farage wraz ze swoją nową partią Reform UK wbił się na szczyty sondaży.
Z obecnej perspektywy brexit więcej obiecywał, niż mógł dać. Historię odwrócenia się Brytyjczyków od Starego Kontynentu można by zacząć pisać już od XVII w. W angielskiej wojnie domowej, którą wygrał londyński parlament, regiony, które walczyły niecałe 400 lat temu przeciwko parlamentarzystom, w wielu miejscach pokrywają się z obszarami, które w 2016 r. głosowały za wyjściem z UE. Ludzie w takich miastach jak Doncaster, Yarmouth, Stoke czy Wolverhampton od dawna mają poczucie, że ich kultura jest wymazywana, a elity z dalekich metropolii wmawiają im, jak mają żyć. Brexit miał oddać ich los we własne ręce, ale jakoś tego nie zrobił.
Dzisiaj Nigel Farage raz jeszcze obiecuje pozytywną zmianę. Historia pokazuje, że łatwo ją obiecać, trudniej osiągnąć. Nikt nie przekonał się o tym bardziej niż Keir Starmer, odchodzący właśnie ze stanowiska premiera. Dwa lata temu obiecał obudzić kraj z letargu po latach rządów konserwatystów. Ostatecznie został zmuszony przez słabe sondaże i buntowników we własnej partii podać się do dymisji. Ubiegłotygodniowa wygrana w wyborach uzupełniających w Makerfield ironicznie przypieczętowała los Starmera – wygrał ją dla Partii Pracy jego rywal, popularny Andy Burnham, do niedawna burmistrz Greater Manchester i reprezentant właśnie tej części Wielkiej Brytanii, która głosowała za brexitem. ©℗
Bartosz Staniszewski
publicysta, think tank Bright Blue Europe





