Twarze mundialu
Piłka nożna nigdy nie była tylko sportem. Niczym w dalekowschodniej filozofii ścierają się w niej olbrzymie pieniądze oraz pasja zdolna zmieniać narody

Trudno powiedzieć, co w tej historii odegrało większą rolę – chciwość czy przypadek. W czerwcu 1974 r. FIFA zdecydowała, że organizatorem mundialu w 1986 r. zostanie – po raz pierwszy w historii – Kolumbia, która na pięciu stadionach miała gościć 16 reprezentacji. Gdy cztery lata później światowe władze piłki zdecydowały, że należy powiększyć grono uczestników do 24 drużyn, turniej stanął pod znakiem zapytania. Rozpoczęły się kilkuletnie dyskusje pomiędzy prezydentem FIFA, Brazylijczykiem João Havelange’em a dwoma kolejnymi prezydentami Kolumbii mającymi wątpliwości, czy ich kraj poradzi sobie z przygotowaniami do imprezy większej niż pierwotnie planowana. W końcu w listopadzie 1982 r. zapadła decyzja. Mistrzostwa odbędą się gdzie indziej.
Na znalezienie nowych chętnych były niecałe cztery lata. Zgłosiły się trzy kraje – Meksyk, Kanada oraz USA, wtedy jeszcze osobno. Pięcioosobowy komitet wykonawczy FIFA stwierdził, że kandydatury Waszyngtonu i Ottawy nie spełniają wymogów. Organizację mundialu otrzymał więc Meksyk, który najlepsze drużyny narodowe gościł już w 1970 r. Stany Zjednoczone nie przejęły się porażką. Niemal od razu podjęły starania o organizację turnieju w 1990 r., ale tym razem nie dostały się nawet do finałowego głosowania, w którym Włochy pokonały ZSRS.
Za amerykańskimi niepowodzeniami stała grupa działaczy piłkarskich sprzeciwiających się polityce Havelange’a, szukającego nowych rynków, które można by opanować piłkarską gorączką. Jednym z jego czołowych oponentów był Włoch Artemio Franchi, prezydent UEFA. Otwarcie mówił, że nie pozwoli, aby mistrzostwa świata padły łupem międzynarodowych korporacji. I tu pojawia się przypadek numer jeden – 12 sierpnia 1983 r. Franchi zginął w katastrofie samochodowej niedaleko Sieny. Jego śmierć, jak w „Potędze i chwale”, fascynująco napisanej historii piłkarskich mistrzostw świata, twierdzi brytyjski dziennikarz Jonathan Wilson, szybko zaczęła wzbudzać wątpliwości. Według jednej z wersji wydarzeń za wypadkiem stali działacze FIFA dążący do tego, aby Stany Zjednoczone dostały „swój” mundial.

