Podzielić, wchłonąć i rządzić
Konstytucyjne i prawne ramy demokracji w USA są przestarzałe i nie odpowiadają potrzebom współczesności. Zacznijmy od rzeczy podstawowej: konstytucja nie gwarantuje amerykańskim obywatelom żadnych praw wyborczych

Z Alexandrem Keyssarem rozmawia Eliza Sarnacka-Mahoney
Sąd Najwyższy USA orzekł, że stworzenie w Luizjanie okręgu wyborczego, w którym większość mają Afroamerykanie, było aktem niekonstytucyjnego gerrymanderingu na tle rasowym. Eksperci twierdzą, że to orzeczenie to gwóźdź do trumny ustawy o prawach wyborczych (Voting Rights Act, VRA) z 1965 r.

Alexander Keyssar, profesor historii i nauk społecznych na Uniwersytecie Harwarda
Alexander Keyssar, profesor historii i nauk społecznych na Uniwersytecie Harwarda
Ta decyzja SN to zakwestionowanie potrzeby dalszego istnienia parasola ochronnego nad wyborcami mniejszościowymi; parasola, który wprowadziła VRA. Miał on chronić mniejszości w dwójnasób. Po pierwsze, sankcjonował wnoszenie oskarżeń, jeśli w ordynacji wyborczej pojawiło się coś, co mogło być dyskryminujące dla mniejszości. Po drugie, nakładał na legislatury stanowe obowiązek uzyskiwania od federalnego rządu zgody na wprowadzanie zmian do stanowych ordynacji wyborczych. Ale ten wymóg – klauzulę o wstępnej akceptacji (preclearance provision) – SN unieważnił już w 2013 r. A teraz, po niedawnym orzeczeniu w sprawie Luizjana v. Callais mamy do czynienia z ogromnym osłabieniem skuteczności działania drugiego rozdziału ustawy, która zakazuje praktyk dyskryminujących przy kreśleniu granic okręgów wyborczych. Sąd nie unieważnił tego rozdziału, lecz przeformułował zasady jego działania w taki sposób, że są praktycznie bezużyteczne. Skarżący nie będą już mogli wygrywać spraw o rasową dyskryminację, wskazując na specyficzny kształt okręgów rozmywających siłę głosu mniejszości.

