Czy Xi Jinping to nowy Stalin? Nie, ale…
Historia rzadko się powtarza. Dlatego porównania współczesnych przywódców do dyktatorów XX w. zwykle bywają bardziej publicystycznym skrótem niż poważną analizą. Jednak w przypadku Xi Jinpinga i Józefa Stalina istnieje pewna paralela, której nie sposób zignorować. Nie chodzi o skalę przemocy, bo ta pozostaje nieporównywalna. Chodzi o logikę sprawowania władzy, co powinno wzbudzać ograniczone zaufanie w państwach Zachodu.
Od kilku lat Chiny przeżywają największą od czasów Mao kampanię czystek politycznych. Oficjalnie jest to walka z korupcją. W praktyce coraz bardziej przypomina proces systematycznej przebudowy elit państwowych i wojskowych wokół jednego człowieka. Dane są uderzające. W 2013 r., gdy Xi rozpoczynał swoją kampanię antykorupcyjną, ukarano ok. 182 tys. członków partii i urzędników. W 2025 r. liczba ta przekroczyła już 1 mln osób objętych dochodzeniami, z czego ukarano niemal 983 tys. W ciągu 13 lat śledczy Xi usunęli z życia publicznego prawie 500 wysokich rangą urzędników cywilnych, ponad 200 generałów oraz ponad 7 mln członków Komunistycznej Partii Chin.

