Flamingi wstają z kolan
Półtora miesiąca temu pierwsi demonstranci wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko inwestycji Ivanki Trump, a dziś żądają głowy premiera kraju

„Ivanka do domu!” – to hasło wykrzykiwane na ulicach Tirany, a nawet, nieco ciszej, w tych miastach Europy, gdzie żyje liczna społeczność albańska. To Ivanka Trump i jej mąż Jared Kushner są – wraz z grupą katarskich biznesmenów – autorami pomysłu budowy kurortu na adriatyckim wybrzeżu Albanii. Ale hasło to przeplata się z innym: „Rama, zrezygnuj!”. Jego adresatem jest premier Edi Rama, który dał zielone światło kontrowersyjnej inwestycji.
I to o niego przede wszystkim chodzi demonstrantom. – Jestem tu dla szkół. Jestem tu dla szpitali. Jestem tu dla infrastruktury. I dla mojej rodziny, która żyje za granicą, ale chciałaby tu być – wyliczała Helena, rozmówczyni BBC, która przyszła na jeden z protestów w albańskiej stolicy. – Ale w pierwszej kolejności jestem tu dla siebie. Bo chciałabym zostać w kraju, nie chcę z niego wyjeżdżać – dorzucała.
Jeżeli komuś ta deklaracja wydaje się niejasna, to Fatos Lubonja, pisarz (wydawany też w Polsce) i wieloletni dysydent z czasów komunistycznej dyktatury, ujmuje rzecz lapidarniej. – Za obecnym rządem stoją oligarchowie, zorganizowana przestępczość, media i skorumpowani międzynarodowi inwestorzy – twierdzi, wskazując na wyrastające w centrum Tirany wieżowce. – Chcemy zmusić wymiar sprawiedliwości, by wszystko zbadał. Wszystkie te budynki to plan mafii plus oligarchów i urzędników państwa – dorzuca, sugerując, że stołeczny boom budowlany służy praniu pieniędzy.

