Kinoteka HR człowieka „W chmurach”

P.S.: Panie Leszku, tym razem porozmawiamy o komediodramacie z okresu kryzysu finansowego 2008–2010. Pamiętamy dramatyczne obrazki z września 2008 r., kiedy pracownicy banku Lehmann Brothers ze łzami w oczach opuszczają luksusowe biurowce w asyście ochroniarzy, z pudłami, w które pośpiesznie zgarnęli osobiste rzeczy z szuflad i blatów biurek. Przypominamy sobie doniesienia o wyrzucaniu na bruk całych rodzin, które utraciły zdolność kredytową wskutek utraty pracy, oraz o samobójstwach osób, którym kryzys odebrał oszczędności całego życia gromadzone w funduszach emerytalnych. Dla jednych jest to osobista lub rodzinna tragedia, a dla drugich okres „żniw”. Mowa o specjalistach od outplacementu, którzy pomagają firmom zwalniać pracowników. O nich jest ten film. Czy Pana zdaniem rola „zawodowego zwalniacza” ma jakiś sens? Dla kogo? Czy dla menedżerów, którzy – jak mówi grany przez George’a Clooney’a Ryan Bingham – „są tchórzami, którzy nie mają jaj, by spojrzeć zwalnianym w oczy”? Czy dla zwalnianych, którzy potrzebują pomocy i psychologicznej, i finansowej, by sobie z tą nagłą zmianą poradzić? Przecież to ogromny wydatek w sytuacji, gdy firmy muszą ciąć koszty!
NIECHCIANY OBOWIĄZEK HR-OWCÓW
L.M.: Wygląda, że to bardzo potrzebny zawód i to zarówno dla zwalniających, jak i zwalnianych. I na dodatek bardzo dobrze płatny. Spotkałem na swojej drodze zawodowej trzy osoby (dwie kobiety i mężczyznę), które były zawodowymi „egzekutorami” korporacyjnymi mającymi za zadanie dokonać zwolnień wielu pracowników w różnych częściach świata. Jeden z nich w okresie 4 lat miał na koncie ponad 2 tys. zwolnień na świecie i drugie tyle w kraju. W większości przypadków pracowali metodą podobną do metody stosowanej przez filmowego Ryana – osobiście wręczali wypowiedzenia i prowadzili rozmowy bezpośrednie ze zwalnianymi. Niektóre elementy tego stylu życia były wspólne im wszystkim – kochali podróże i bycie „w trasie”, życie hotelowe, zmiany klimatu, kalejdoskopową różnorodność otoczenia

