Jazda na oparach
Unia zafiksowała się na dekarbonizacji, jakby był to Święty Graal. Każdą zmianę ocenia się przez pryzmat tego, czy redukuje emisje, a dopiero później stawia się pytania o bezpieczeństwo energetyczne, miejsca pracy, konkurencyjność i koszty społeczne

Z Robertem Szewczykiem rozmawia Sebastian Stodolak
Co z polskim przemysłem? Rozkwita czy upada?

Robert Szewczyk, ekonomista, pełnomocnik Komisji Krajowej ds. Polityki Klimatycznej NSZZ „Solidarność” i członek Narodowej Rady Rozwoju
Robert Szewczyk, ekonomista, pełnomocnik Komisji Krajowej ds. Polityki Klimatycznej NSZZ „Solidarność” i członek Narodowej Rady Rozwoju
Statystycznie wciąż wygląda dobrze, ale jak dobrze wiemy, jest małe kłamstwo, jest duże kłamstwo i jest statystyka. W rzeczywistości działa, ale na oparach. Pamiętajmy, że Polska jest uzależniona od eksportu, szczególnie do Niemiec, a ich gospodarka zaczyna rzęzić. Jeżeli Volkswagen, rodowe srebro niemieckiego przemysłu, zapowiada globalną redukcję 100 tys. etatów i zamknięcie trzech fabryk w kraju, powinno nam to dać do myślenia.
Niemieckie problemy są już odczuwalne przez polskie firmy?
Tak. Od półtora roku otrzymujemy zgłoszenia dotyczące redukcji zatrudnienia i zwolnień grupowych. Dociera do nas coraz więcej sygnałów, że nawet nasze przedsiębiorstwa strategiczne mają gigantyczne problemy.
Pan uważa, że te problemy to także wynik polityki klimatycznej Unii Europejskiej.
Odpowiem pytaniem na pytanie: czy wie pan, ile wielkich pieców hutniczych pozostało w Europie?
Nie.
Około 14. A w ilu zakładach produkuje się tzw. stal pancerną?
Nie mam pojęcia.
W dwóch. W Niemczech i w Szwecji. To stal o podwyższonych parametrach i twardości, niezbędna do intensywnego dozbrajania. Skąd będziemy ją brać? Z Chin? A czy Chinom zależy na tym, żebyśmy byli w Europie szczęśliwi i bezpieczni?


