Sukces i porażka dinozaurów neoliberalizmu

Była kiedyś w naszym kraju dyscyplina nauki zwana zarządzaniem humanistycznym, mająca własne struktury, stopnie i tytuły naukowe. Powstała w niezwykły, nietypowy sposób z autentycznej współpracy humanistów i różnych struktur sprawczych, na długo przed tym, jak humanistic management zaczęło być obszarem badawczym w USA i w Niemczech, a potem w innych krajach. Było to małe, ale żywotne środowisko, a efekty jego pracy były ciekawe i niekiedy całkiem inne niż te z głównego nurtu i dotyczyły takich kwestii, jak ludzka godność w organizacjach, specyfika zarządzania publicznymi instytucjami kultury, ochrony zdrowia i nauki. Środowisko to dbało o pisanie ładną polszczyzną, nawiązywało do dorobku innych nauk humanistycznych i społecznych. W czasie jednej z ostatnich reform dyscyplina została zlikwidowana jako „nadmiarowa”. Bez protestów, bez rozgłosu. Dorobek się rozproszył, główny nurt – wzmocnił.
Była sobie kiedyś lodziarnia z wielkimi tradycjami. Sprzedawano w niej lody tylko w czterech smakach, ale za to unikalne i niesamowicie pyszne. Gromadzili się tam sąsiedzi z osiedla na pogawędki, ale wpadali też mieszkańcy całego miasta. Rzemieślnicy umieli produkować nie tylko smaczne lody, lecz także przyjazną, sąsiedzką atmosferę. Ich powodzenie służyło też niestety jako zachęta dla właścicieli budynku – do ciągłego podwyższania czynszu. Gdy odeszło starsze pokolenie, spadkobiercy przez jakiś czas próbowali kontynuować rzemieślniczą tradycję, ale kolejny cios czynszowy powalił lodziarnię. Lokal zamknięto, w jego miejsce pojawiła się kolejna Żabka.


