Przychodzi biznes do rządu, czyli interwencjonizm na całego
Prezydent wzywa prezesa ogromnej prywatnej firmy, bo nie podoba mu się sposób jego zarządzania. Z otoczenia szefa państwa płyną informacje, że szef spółki powinien ustąpić. Ale spotkanie ma na tyle pomyślny przebieg, że prezydent zmienia zdanie: prezes zostaje na stanowisku, a na dodatek jego firma może liczyć na wsparcie państwa – ale w zamian za oddanie mu części akcji. To nie scena z autorytarnego kraju, lecz z USA, państwa, które właśnie obchodziło 250. rocznicę istnienia i które jest synonimem wolności gospodarczej.
W taki sposób amerykański rząd przejął 10 proc. akcji producenta chipów, Intela, po konwersji grantów otrzymanych w ramach CHIPS Act. Administracja Joego Bidena przyznała firmie dotacje na budowę fabryk w USA – ustaloną praktyką w Ameryce są granty na rozwijanie prywatnych przedsięwzięć związanych z opracowywaniem strategicznych produktów. Rząd Donalda Trumpa wykorzystał to jako argument do przejęcia części firmy.


