Szwedzi z Warszawą
Chcąc ochronić Szwecję przed wojną, rząd w Sztokholmie spełniał zachcianki Hitlera. Aż w sierpniu 1944 r. szwedzcy intelektualiści podnieśli bunt, ogłaszając, że wzorcem dla nich są warszawscy powstańcy


„W historii naszych czasów Warszawa zajmuje jedno z najbardziej heroicznych miejsc w walce ludzkości o wolność. Beznadziejnie walczy, beznadziejnie prosi o pomoc – a jednak nie beznadziejnie” – napisał w sierpniu 1944 r. na łamach wydawanej przez siebie gazety „Trots allt!” (Mimo wszystko!) Ture Nerman. Dziś uznawany za bohatera, a wówczas wyklęty przez władze i większość opinii publicznej dziennikarz.
Wyklęty, gdyż od lat krytykował nazistowskie Niemcy oraz to, jak szwedzki rząd jest wobec nich uległy. Po najeździe na Polskę z łam „Trots allt!” cenzura usuwała wszystkie artykuły przedstawiające w złym świetle Adolfa Hitlera. Ale Nerman odmawiał zmiany linii redakcyjnej i pod koniec 1939 r. trafił na trzy miesiące do więzienia, choć był deputowanym w Riksdagu. Wówczas nawet Socjalistyczna Partia Szwecji, której pozostawał członkiem, odwróciła się od niego.
Przez następne lata rządowa cenzura skonfiskowała wiele numerów „Trots allt!”, mimo to Nerman nie odpuszczał. Gdy 1 sierpnia 1944 r. wybuchło w Warszawie powstanie, postanowił, że Szwedzi muszą się o nim dowiedzieć jak najwięcej i przestać milczeć o niemieckich zbrodniach. „Opuszczona przez wszystkich, poświęcona dla dobra innych, jest sprawą ostateczną i najbardziej ludzką. To nadaje Warszawie honorowe miejsce w historii wszech czasów. Warszawa staje się miastem świętym” – pisał.


