Islamiści, cynicy, idealiści
Agresywni islamiści na ulicach europejskich miast nie wzięli się znikąd. Ten problem wyhodowały m.in. wieloletnie, fałszywe kalkulacje wielu polityków oraz dyskretna pomoc rosyjskiego wywiadu

W 17. dzielnicy Paryża, w pobliżu przesiadkowej stacji metra Porte de Clichy śniady mężczyzna uzbrojony w noże kuchenne zaatakował grupkę kobiet. Zdążył poważnie zranić dwie z nich, zanim został powalony i rozbrojony przez przypadkowych przechodniów, a potem zatrzymany przez policjanta po służbie. – Ktoś rzucił w niego walizką, wtedy upuścił broń, a ja go złapałem i podciąłem mu nogi – opowiadał dziennikarzom Mohamed-Ali Bouhadjar, jeden z interweniujących cywilów. Na filmie, który opublikował następnie w mediach społecznościowych, widać napastnika przyciskanego kolanami do chodnika i krzyczącego, że Allah kazał mu to zrobić.
Zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej w berlińskim parku Tiergarten w pobliżu Bramy Brandenburskiej, podczas Christopher Street Day – czyli jednej z największych w Europie dorocznych imprez wsparcia dla społeczności LGBT – rozpędzony minivan wbił się w tłum ludzi. Jego kierowca chwilę później zaatakował zgromadzonych przy użyciu ostrych narzędzi, po czym zbiegł. Zginęła polska turystka, niemal 30 innych osób odniosło obrażenia, niektóre bardzo poważne. Policja wytropiła mordercę następnego dnia w Spandau – został zastrzelony przy próbie zatrzymania. Zidentyfikowano go jako 21-letniego Abdula Ballouta, obywatela RFN pochodzenia libańskiego, urodzonego i wychowanego w Berlinie. Okazało się, że miał znane służbom związki z Państwem Islamskim i próbował w przeszłości dołączyć do bojówek na Bliskim Wschodzie. Dopuszczał się też już wcześniej przestępstw związanych z aktywnością islamistyczną na terenie Niemiec i właściwie powinien odsiadywać w więzieniu wyrok za udział w przygotowywaniu innego zamachu, ale został niedawno wypuszczony zza krat i przekazany pod dozór kuratora.


