wywiad
Sędziów w Krajowej Radzie Sądownictwa jest za dużo
Dagmara Pawełczyk-Woicka: W Krajowej Radzie Sądownictwa sędziowie nie powinni mieć takiej przewagi jak obecnie. Sędziowie nie powinni być wybierani do tego organu. Rywalizacja między nimi o to, żeby znaleźć się w KRS, jest ogromna i negatywnie wpływa na całe środowisko
W tym miesiącu kończy się kadencja Krajowej Rady Sądownictwa. Jeszcze dekadę temu wiele osób spoza środowiska prawniczego nie wiedziało nawet, że istnieje taki organ. Teraz wie, bo KRS znalazła się w centrum politycznego sporu. I często jest kojarzona jednoznacznie źle – ze źródłem problemów w sądownictwie, z szybkimi awansami. Czy to nie jest jednak smutna spuścizna?

Dagmara Pawełczyk-Woicka sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa
Dagmara Pawełczyk-Woicka sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa
To, że o KRS mówi się wyłącznie pejoratywnie, to efekt pewnej inżynierii społecznej i politycznej presji, by właśnie tak ten organ przedstawiać. Faktycznie, media zaczęły pisać o KRS dopiero w momencie, kiedy zaczęły się problemy z sądownictwem. Z drugiej strony spotykam się z szeregiem pozytywnych komentarzy od zwykłych ludzi zainteresowanych sprawami publicznymi oraz prawników – ale nie tych na eksponowanych stanowiskach, bo ci z mainstreamu medialnego najczęściej wypowiadają się krytycznie. Co do szybkich awansów – mam całą teczkę takich przypadków sprzed lat. Na przykład, żona sędziego Stanisława Zabłockiego, będąc zwykłym radcą prawnym, od razu wystartowała do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Podczas pierwszej kadencji rady, która rozpoczęła się w 1990 r., co najmniej kilkoro członków od razu awansowało do Sądu Najwyższego. Takich przypadków była cała masa, a sprzyjała im właśnie cisza wokół tej instytucji. Inna sprawa, że to, co od ośmiu lat robią politycy i prawnicy, nie służy ani obywatelom, ani wymiarowi sprawiedliwości. Brakuje już słów do opisania anarchii, którą stworzyli.




