Nie o sukces chodzi, ale o dobre życie
Rozmowa z Andrzejem Jeznachem - przedsiębiorcą, autorem książek, coachem i mentorem, o tym, czy sukces jest ważny w życiu, jak być sobą pomimo tego, co nas spotyka, jak podnosić się po kryzysach, o sensie tego, co robimy i metodzie na dobre życie, a także o turkusowym zarządzaniu, które nie jest dla każdego
Czego nauczyło Pana życie?
Dostałem wiele lekcji od życia i dziś wiem, że najważniejsza jest otwartość i szczerość. Człowiek wchodząc w rolę szefa czy osoby, od której dużo zależy, często trochę gra. A przecież, gdy jest się szczerym, zyskuje się zupełnie inne relacje z ludźmi. Wcześniej wydawało mi się, że aby być osobą ciekawą, ważną i mądrą, trzeba samego siebie podrasować, trochę grać, pozować. Teraz wiem, że tak nie jest.
Jest Pan mentorem, coachem i pracuje z osobami, które zaczynają swoją przygodę z biznesem, co im Pan mówi na początku tej drogi?
Mówię: przede wszystkim bądźcie sobą. Młodzi ludzie często się tego obawiają, myślą, że mają zbyt mało do powiedzenia i dlatego nakładają na twarz maskę zbytniej powagi. Tyle tylko, że ta maska jest zawsze widoczna. Szczególnie w dzisiejszych, zróżnicowanych zespołach szczerość, otwartość i przyznanie się do tego, że wzajemnie siebie potrzebujemy, jest bardzo ważna. Jako szef niekoniecznie muszę wszystko wiedzieć. Kiedyś, w klasycznie hierarchicznie zbudowanych firmach czy zespołach, szef przeważnie był starszy, dużo wiedział i był lepiej wykształcony od pracowników. Dziś często już tak nie jest. Zespoły pracowników składają się z ludzi w podobnym wieku i o podobnym wykształceniu. Różnica jest taka, że tylko jeden z nich ma napisane na wizytówce: szef. Prawdziwy lider nikomu nie musi tłumaczyć, że to on jest przywódcą. Jeśli lider skupia się na dowodzeniu innym, rządzi w zespole, zwykle to się źle kończy. Taki ktoś nie pociągnie za sobą grupy ani celu, jaki ma osiągnąć grupa, nie zostanie zrealizowany. Kto rządzi, nie jest najważniejsze.

