Kinoteka HR człowieka czyli poprawność polityczna w praktyce HR
Rozmowa Piotra Sierocińskiego, właściciela firmy ceHR, z Leszkiem Mellibrudą, psychologiem społecznym i biznesu, o inspiracjach dla HR-owców, jakie płyną z twórczości filmowej.

PS: Panie Leszku, dziś molestowania seksualnego oraz świadomego wykorzystania plotki w biznesie ciąg dalszy…
LM: A miało być coś lżejszego?!
PS: I będzie, bo zamiast poważnego dramatu o rozgrywkach personalnych podczas fuzji i przejęć w amerykańskim sektorze high-tech będzie sympatyczna francuska komedyjka w stylu Louisa de Funèsa albo „Kolacji dla głupca” wykorzystująca inny wątek biznesowy, a mianowicie restrukturyzację zatrudnienia, i to w fabryce prezerwatyw.
LM: Skąd Pan wytrzasnął taki film?
PS: Tym razem film podpowiedział nam nasz czytelnik Piotr Pawłowski z Gdańska, Chief HR Officer w NAVA Ship Design Office. A zrobił to następującymi słowami „Gerard Depardieu jako dyrektor HR – to jest coś!”.
LM: Trudno się nie zgodzić. Czyli dziś ponabijamy się troszkę z naszych czytelników HR-owców?
PS: Nie tylko z nich, bo również z pozostałych pracowników, w tym PR-owców, księgowych, pracowników produkcji, kadry menedżerskiej. Nie oszczędzimy również psychologów.
LM: Czyli jak w „Rewizorze”: „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.
Role w grupie
PS: Otóż to. Nasz film to w zasadzie seria kilkunastu skeczów w stylu kabaretowym zgrabnie ze sobą powiązanych. Zaczyna się przed siedzibą fabryki na firmowym parkingu. Jak co roku cała załoga robi sobie zdjęcie z prezesem Kopelem. Fotograf ustawia wszystkich pracowników w trzech rzędach: na górze kluczowa kadra, w drugim szeregu kierownicy liniowi, a na dole szeregowi pracownicy.
LM: Nic dziwnego, że ci ostatni w żaden sposób nie mieszczą się w kadrze.
PS: No właśnie, ale próbują się ścieśnić. Po prawej dwóch mięśniaków (rugbystów z firmowej drużyny) nie daje się przesunąć. Po lewej cichy, „z twarzy podobny do nikogo” i niezbyt lubiany ani szanowany księgowy Pignon zostaje wypchnięty poza kadr

