Brutto, netto, a może jeszcze inaczej
Połowa pracujących Polaków nie czuje się komfortowo, rozmawiając o swoim wynagrodzeniu z kimś obcym. Zaledwie co piąty jest w stanie poprawnie wskazać różnice między zarobkami brutto, netto i kosztami zatrudnienia. Wszystko wskazuje na to, że finanse osobiste są w polskich domach tematem tabu. Czego potrzeba więc, żebyśmy przestali się bać rozmów o pieniądzach?

Często słyszymy, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Jednak teoria sobie, a rzeczywistość - sobie. Pieniądze kształtują mechanizmy społeczne, a brak funduszy skutecznie uniemożliwia zaspokojenie podstawowych potrzeb: od fizjologii, przez bezpieczeństwo i schronienie, po efektywne utrzymywanie relacji i samorealizację. Jak dowodzi w publikacji „Działania ekonomiczne a struktura społeczna: problem zakorzenienia” z 1985 r. amerykański naukowiec Mark Granovetter, specjalizujący się w socjologii ekonomicznej i sieciach społecznościowych, sam dostęp do wiedzy na temat finansów to nie wszystko, a indywidualne decyzje dotyczące zarobków, wydatków i inwestycji są ściśle związane z niepisanymi umowami społecznymi. Do tego, niestety, społeczny dowód słuszności łączy się z wysokim potencjałem błędów poznawczych wynikających z braku edukacji ekonomicznej. A co o swoich wynagrodzeniach wiedzą Polacy?


