Ostatni syjoniści
Krytykowanie działań Izraela, a nawet twierdzenie, że dopuszcza się on ludobójstwa, nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Ma związek z narracją izraelskiego rządu, który od dawna powtarza, że potępianie jego zbrodni jest przestępstwem

Z Omerem Bartovem rozmawia Nina Nowakowska
Swoją najnowszą książkę „Izrael. Co poszło nie tak?” zadedykował pan swojemu ojcu Hanochowi Bartovowi. Czy syjonizm pana ojca był tym samym syjonizmem, w który wierzą obecni izraelscy przywódcy?
Nie – i właśnie dlatego nazywam go ostatnim syjonistą. Mój ojciec zmarł 10 lat temu w wieku 90 lat. Pod koniec życia doszedł do przekonania, że kraj, o który walczył i który pomagał tworzyć – wraz ze stanowiącą jego fundament ideologią – zmienił się tak bardzo, że przestał go rozpoznawać. Sądzę, że to poczucie towarzyszy wielu przedstawicielom pokolenia nie tylko moich rodziców, lecz coraz częściej również mojego. Mój ojciec szczerze nie znosił Netanjahu. Nazywał go „niszczycielem syjonizmu”.
Dlaczego?
Choć wielu ludzi w Izraelu, a także Stanach Zjednoczonych i w Europie uważa się za syjonistów, to współczesny syjonizm ma niewiele wspólnego z ideami, w które wierzył mój ojciec i w których duchu sam zostałem wychowany. Główna różnica polega na tym, że ówczesny syjonizm był w dużej mierze ruchem świeckim, inspirowanym socjalizmem i dążącym do sprawiedliwości społecznej. Wierzył w prawa człowieka, praworządność i pragmatyzm. Jednocześnie był to ruch narodowy, zrzeszający środowiska przekonane o konieczności kompromisu z Palestyńczykami, rdzenną ludnością tej ziemi. Dzisiejszy syjonizm stanowi wręcz wypaczenie tego, czym był kiedyś. Jest głęboko religijny. Co więcej, został zawłaszczony przez specyficzny odłam judaizmu, który nie ma prawie nic wspólnego z religią moich ortodoksyjnych dziadków. Jest mesjanistyczny, oparty na przekonaniu o wyższości Żydów, rasistowski, brutalny, antyliberalny i antydemokratyczny. To właśnie ten odłam judaizmu firmuje dziś syjonizm jako ideologię państwową, która od 7 października przyzwala na ludobójstwo. Nie ma na nią miejsca we współczesnym świecie.

