Linoskoczek może dojść
W Rosji narasta przekonanie, że w piątym roku wojny znalazła się ona w ślepym zaułku. Jak Władimir Putin będzie próbował się z tego zaułka wyrwać? Właściwsze pytanie brzmi: czy w ogóle podziela on taką ocenę sytuacji?

To oczywiste, że przełom czwartego i piątego roku wojny przyniósł wielką zmianę w konflikcie: dzięki zdobyciu przewagi w technologiach dronowych (powietrznych, ale też naziemnych) Kijowowi udało się w zauważalnym stopniu zniwelować efekty rosyjskiej przewagi liczebnej i materialnej. Efekty, które – narastając od chwili wypalenia się ukraińskiej nieudanej ofensywy z lata 2023 r. – uprawdopodobniały w oczach wielu, że ostatecznie front obrońców runie, a rząd Ukrainy zostanie zmuszony do proszenia o zawieszenie broni na dowolnych warunkach.
Notabene ukraińscy wojskowi bardzo wysokiego szczebla co najmniej od roku sugerowali, że drony już niedługo mogą zredukować liczbę koniecznych do utrzymania kilometra frontu żołnierzy wręcz kilkukrotnie, co radykalnie zmniejszyłoby znaczenie problemu, jaki miał (i w jakiejś mierze ma dalej) Kijów z zapewnieniem wystarczającej liczebności armii. To, co oglądamy obecnie, dowodzi, że mieli słuszność.
„W listopadzie podpisałem kontrakt o półrocznej służbie wojskowej i dużo jeździłem po Donbasie. Wtedy większość tamtejszych dróg była mniej więcej bezpieczna. Jednak w ciągu ostatniego półtora miesiąca praktycznie wszystkie zaczęły przypominać drogę śmierci. Wcześniej ryzyko, że cię zabiją, było 1-proc., potem wzrosło do kilkunastu procent, a dziś to już mniej więcej 50 na 50” – mówi Zachar Prilepin, zaangażowany w wojnę przeciw Ukrainie, ultranacjonalistyczny rosyjski pisarz.

