Zwijanie wielkiej wizji Domu Saudów
Porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem i odblokowanie cieśniny Ormuz wywołało westchnienie ulgi nad całą Zatoką Perską. Ale finansowe blizny długo jeszcze nie znikną, a dla Arabii Saudyjskiej mogą one oznaczać ostateczny koniec marzeń o modernizacji

„Saudyjska Rada Ministrów z zadowoleniem przyjęła we wtorek porozumienie osiągnięte między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, mające na celu zakończenie operacji wojskowych i podjęcie bardziej szczegółowych negocjacji, zmierzających do wypracowania stałego porozumienia” – relacjonuje, bardziej w tonie „komunikatu z prac rządu” niż artykułu, „Saudi Gazette”. „Rada wyraziła nadzieję, że pokój zostanie osiągnięty w sposób wzmacniający regionalne i globalne bezpieczeństwo, przy uwzględnieniu interesów krajów regionu i poszanowaniu ich wewnętrznych spraw” – dorzucili ministrowie i złożyli podziękowania Allahowi za obdarzenie królestwa honorem opieki nad świętymi meczetami oraz spokojny przebieg hadżdżu – pielgrzymki do Mekki – w którym od początku roku wzięło już udział 1,7 mln ludzi.
W tekście jest też passus poświęcony gospodarce. „Gabinet z zadowoleniem przyjął oświadczenie ekspertów Międzynarodowego Funduszu Walutowego (…), w którym potwierdzono siłę i odporność saudyjskiej gospodarki w obliczu wydarzeń w regionie. Oświadczenie podkreśla silne fundamenty gospodarcze, zdywersyfikowaną infrastrukturę logiczną przemysłu naftowego oraz kontynuację reform w ramach programu Saudi Vision 2030” – podkreśla gazeta, dorzucając, że w 2025 r. Narodowy Program Transformacji (część owej Wizji 2030) „osiągnął 71 proc. założonych celów”.
O ile jednak statystyki wydają się dowodzić nieustających sukcesów, o tyle analitycy uważają Wizję 2030 za fiasko – przynajmniej w porównaniu z szumnymi zapowiedziami. „Wojna w Iranie przyciągnęła uwagę do kluczowych wyzwań polityki gospodarczej, przed jakimi stoi Arabia Saudyjska, obchodząca właśnie 10. rocznicę ogłoszenia Wizji 2030 w kwietniu 2016 r. i zarazem ponownie definiująca kluczowe cele i priorytety polityczne tego programu. Ten proces zaczął się przed wojną w Iranie (i jest od niej niezależny), a jest częścią realokacji rządowych wydatków odbieranych megainwestycjom, jak futurystyczne miasto The Line i kurort Trojena w megaaglomeracji Neom czy apartamentowca Mukaab (nazywanego też The Cube – „sześcianem” – red.) w Rijadzie” – pisze Kristian Coates Ulrichsen, ekspert ośrodka Arab Center Washington DC, w analizie opublikowanej pod koniec maja. Bardziej lapidarnie ujęła to Ellen R. Wald, szefowa firmy konsultingowej obsługującej branżę energetyczną Tranversal Consulting oraz autorka książki „Saudi Inc. The Arabian Kingdoms Pursuit of Profit And Power”, w rozmowie z dziennikarzem BBC. – Już to widzieliśmy – stwierdziła. – Najpierw z hukiem coś ogłaszają, jest bardzo spektakularnie, a potem to nie zostaje wybudowane albo zostaje wybudowane w znacznie mniejszej skali, albo „nie tak, jak miało być” – skwitowała cierpko.
Podobnie można by opisać trajektorię kariery samego księcia Mohammeda Bin Salmana, następcy tronu, który za Wizją 2030 stoi.
Trajektoria wzlotów i upadków
Ponad dekadę temu – w 2015 r. – Dom Saudów uświadomił sobie, że dotychczasowy system sukcesji skazuje królestwo na wieczne rządy starców. Tron przechodził między synami założyciela królestwa, Abdulaziza, zgodnie z zasadą starszeństwa. Tamtego pamiętnego roku uznano, że trzeba przeskoczyć kilku z nich i następcą tronu 90-letniego dziś króla Salmana uczynić najmłodszego z jego przyrodnich braci, Mukrina. Ta kandydatura nie wytrzymała nawet kwartału, gdy oficjalnym następcą został wnuk Abdulaziza – książę Muhammad ibn Najef. Tyle że po pół roku z okładem MBN (akronimy w odniesieniu do kolejnych przedstawicieli dynastii to ogólnie przyjęty standard) został ze stanowiska następcy zdjęty. W trakcie ledwie 24-sekun dowej telewizyjnej migawki pokazano transfer władzy do rąk o dwie dekady młodszego Muhammada Bin Salmana, syna obecnego władcy.
– Przytłaczająca większość Saudyjczyków nie ma jeszcze 35 lat i dla nich MBS jest młody, dynamiczny i gotowy na stawianie czoła wyzwaniom – tłumaczyła mieszkająca w Londynie saudyjska reporterka Najah Alotaibi. – To zderzenie politycznej przeszłości z polityczną przyszłością. I bez wątpienia król Salman również zobaczył to w taki sposób. MBS może rządzić nawet 50 lat, zwłaszcza jako modernizator – dodawała.
I tak też chciano księcia pozycjonować. Jego debiut na światowych salonach miał charakter tournée przez Egipt, Francję i Wielką Brytanię aż do USA. Objazdowi MBS i jego liczącej 0,5 tys. osób świcie towarzyszyły rajdy przez wystawne przyjęcia miejscowych elit, krążące po ulicach furgonetki ze sloganami typu „ten, który przynosi zmianę Arabii Saudyjskiej” lub „on wzmacnia pozycję kobiet”. Gdzieś po drodze były przystanki na fotkę z królową Elżbietą II, Billem Gatesem i Billem Clintonem, a w końcu – z Donaldem Trumpem i jego zięciem Jaredem Kushnerem. A także nieformalne spotkanie z liderami środowisk żydowskich w Ameryce, którego prawdopodobnym efektem miała być równie dyskretna schadzka z Binjaminem Netanjahu w Ammanie, w Jordanii.
Ale już wtedy euforii zaczynały towarzyszyć wątpliwości. Pojawiały się zatem plotki o księciu, o jego arogancji, niekompetencji, żądzy władzy. Aktywistki działające na rzecz praw kobiet i blogerzy krytykujący monarchię zaczęli lądować w aresztach i więzieniach. To MBS przypisuje się doprowadzenie do saudyjskiej interwencji w Jemenie, która nie tylko okazała się militarną porażką, lecz także zapoczątkowała katastrofę humanitarną w tym kraju. Zanim MBN oddał funkcję następcy tronu MBS, miał być przez te kilka miesięcy trzymany w czymś na kształt aresztu domowego. I mógł dziękować opatrzności, że na tym się skończyło, bo w 2017 r. MBS zgromadził w ciągu jednej nocy w hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie być może nawet kilkuset dygnitarzy – od członków Domu Saudów przez urzędników rządowych i biznesmenów po wojskowych – i przez kilka tygodni jego ludzie wymuszali od nich brutalnymi metodami przyznanie się do korupcji i oświadczenia o zrzeczeniu się majątku (czy przynajmniej jego lwiej części) na rzecz państwa. Aurę gwiazdy MBS stracił ostatecznie, gdy agenci jego służb bezpieczeństwa zamordowali w konsulacie w Istambule Dżamala Chaszukdżiego – saudyjskiego dziennikarza przez wiele lat bez ogródek komentującego sytuację w ojczyźnie.
Wzlot i upadek MBS potrwał zaledwie niespełna trzy lata. O ile można mówić o upadku, bo uściski dłoni z przywódcami z Paryża i Londynu zastąpiły „niedźwiadki” z Putinem. Niewiele też trzeba było czasu, by pomstujący zrazu na zamordowanie amerykańskiego obywatela (Chaszukdżi przeprowadził się kilka lat przed śmiercią do USA) Trump zamilkł, a określający się mianem „przyjaciela” dziennikarza Recep Tayyip Erdoğan wylądował w Rijadzie, gdzie ubiegał się o dobre warunki kontraktów dla Turcji. Bardziej smutnym niż śmiesznym przypisem jest tu „żółwik” Joego Bidena, którym amerykański prezydent próbował ominąć konieczność uściśnięcia ręki księcia.
Historia widziała już jednak niejednego przywódcę, który twardą ręką rozprawiał się ze swoimi adwersarzami, a świat zapamiętał go przede wszystkim jako modernizatora, który trwale odmienił swój kraj i przygotował go na wyzwania współczesności. Takim pomnikiem chwały księcia miała być Wizja 2030.
Megainwestycje i megabudynki
Miała to być przede wszystkim mapa drogowa do szybkiej dywersyfikacji źródeł dochodów królestwa. Wstępnie zakładano, że do 2020 r. spoza sektora naftowego będzie pochodzić 160 mld dol. wpływów rocznie, a do 2030 r. – ponad 700 mld dol. I być może do pierwszego z tych celów nawet się zbliżono, gdyż – jak podsumowano w raporcie dotyczącym kampanii antykorupcyjnej z lat 2017–2019, której częścią były „internowania” w rijadzkim Ritz-Carltonie, od rzeczywistych i wyimaginowanych łapówkarzy „odzyskano” dla państwa 107 mld dol.
Wizytówką programu stały się jednak megaprojekty, którymi regularnie zarzucano Saudyjczyków i resztę świata przez dobrych kilkanaście miesięcy u progu władzy MBS (bo mało kto wierzy, że sędziwy Salman sprawuje rzeczywiste rządy). Za symbol zmian można by uznać projekt megaaglomeracji Neom nad Morzem Czerwonym, blisko granicy z Jordanią oraz Egiptu i Izraela. O ironio, ogłoszony w sali konferencyjnej hotelu Ritz-Carlton ledwie półtora tygodnia przed tym, jak do hotelu zaczęto zwozić pierwszych aresztowanych dygnitarzy.
Pod tę inwestycję zaplanowano wyrwanie pustyni (i prowincji Tabuk) około 26,5 tys. km kw., na których miały powstać kolejne elementy swoistego subregionu Arabii Saudyjskiej – od rozbudowanego węzła logistyki i handlu przez pływający po morzu kompleks przemysłowy, kurorty turystyczne – ze wspomnianą Trojeną, która miała być saudyjskim centrum sportów zimowych (śnieg rzeczywiście się tam zimą pojawia, choć na krótko i na niewielkim obszarze). I jeszcze The Line – ciągnące się przez niemal 170 km, za to szerokie zaledwie na kilkaset metrów „miasto linearne” nowego typu, zasilane wyłącznie odnawialnymi źródłami energii, z robotami w rolach służb miejskich i bezpieczeństwa oraz, jak sugerowano, mieszkańcami wywodzącymi się ze światowych elit.
Gigantomania miała swoją cenę oszacowaną w chwili ogłaszania projektów z programu na, bagatela, 1,6 bln dol. Z czasem kosztorys puchł, sięgając finalnie 8,8 bln dol., po czym oficjalnie ogłoszono, że wydatki z tego tytułu zostaną zredukowane do... 0,5 bln dol. W chwili, gdy się to stało, było już wiadomo, że Neom jest projektem żyjącym wyłącznie na papierze – części kontraktów w ciągu ubiegłej dekady nie zawarto w ogóle, inne zredukowano w ostatnich kilku latach, a niedawno zaczęto je wręcz anulować, co dotyczy choćby wspomnianego kurortu, który miał gościć Azjatyckie Igrzyska Zimowe w 2029 r. Organizację imprezy, bez nadawania sprawie większego rozgłosu, oddano Kazachstanowi.
Podobny los spotkał inną mega inwestycję – dystrykt Nowa Murabba na przedmieściach Rijadu. Ową dzielnicę na rubieżach stolicy początkowo „opowiadano” jako wielki kompleks rozrywkowy, w którym parkom rozrywki towarzyszyłyby placówki kulturalne (wraz z nadejściem rządów MBS po wielu latach otwierano w królestwie kina) i muzealne, potem projekt nabrał bardziej biznesowo-przemysłowego charakteru. Jego sercem jednak niezmiennie był „sześcian” – The Cube, po arabsku Mukaab. Jako żywo przypominał Al-Kaabę, kamienną konstrukcję w centrum najważniejszego meczetu w świecie islamu, Al Masdżid Al Haram w Mekce, którą tradycyjnie okrążają pielgrzymki podczas hadżdżu. Nie przysporzyło to popularności inwestycji, ale władze królestwa długo przy niej trwały. Może ze względu na imponujące gabaryty, po 400 m w każdą stronę, co oznacza, że można by nią nakryć 20 stojących obok siebie budynków o gabarytach Empire State Building. Pod względem kubatury byłby to największy budynek na świecie. Tyle że Saudyjczycy już nawet nie udają, że go budują – kontrakt na budowę został oficjalnie zawieszony.
Na tapecie wciąż jest Jeddah Tower w Dżuddzie – pierwszy na świecie budynek, którego wysokość ma być większa niż 1 km. A na wypadek, gdyby coś nie wypaliło (budowa Jeddah Tower była już kilkakrotnie zawieszana), w bliższym sercu rządzących w Rijadzie fantazjuje się o wieżowcu… dwukilometrowym. A gdyby i z tego wyszły nici, na otarcie łez można przypomnieć o lesie drapaczy chmur, który wyrósł w Mekce w ciągu ostatnich dwóch dekad, jeszcze przed czasami Wizji 2030 – na czele z Wieżami Zegara (Abradż as-Saat), hotelem o przeszło 600 m wysokości. Być może zresztą to ten olbrzym był inspiracją innych megaprojektów. Pod jego budowę zrównano z ziemią wzgórze, z którego kiedyś można było popatrzeć na całe miasto, a w szczególności na Al Masdżid Al Haram u jego stóp. Dziś można na muzułmańskie sanktuarium spojrzeć z hotelowych pokojów – budynek stoi w odległości 300 m od meczetu, zegar u szczytu najwyższej z jego wież jest dla pielgrzymów punktem odniesienia, a jej cień pada na dziedziniec świątyni. Co zresztą też nie wszystkim musi się podobać.
Dyskretne zwijanie planów
„Nikt, kogo bym znał, nie wierzy, że cele nakreślone w Wizji 2030 i Narodowym Planie Transformacji można rzeczywiście osiągnąć, co nie znaczy, że nie warto próbować” – tak w swoim czasie komentował ogłaszane przez Rijad plany Thomas Lippman, wieloletni ekspert waszyngtońskiego Middle East Institute i niegdysiejszy szef biura „The Washington Post” na Bliskim Wschodzie. „Poprzedni system był sklerotyczny, a zasadnicze decyzje najczęściej odkładano” – przypominał.
Nowy system potwierdził, że nie odbiega zanadto od poprzedniego. Co nie znaczy, że było mu łatwo. Kilka ostatnich lat było czasem stosunkowo niskich cen ropy, co nie ułatwiało planowania budżetów rozbuchanych inwestycji. Ceny wystrzeliły w końcu wraz z izraelsko-amerykańskimi bombardowaniami Iranu, Saudi Aramco raportowało po I kw. 25-procentowy wzrost zysków, ale dla Domu Saudów była to niewielka pociecha z uwagi na strach inwestorów, regularne przeloty irańskich dronów i rychłe odcięcie cieśniny Ormuz, a więc najważniejszego kanału eksportu surowca. Nagle skoczyły bowiem koszty funkcjonowania przemysłu naftowego, zwłaszcza po stronie logistyki i bezpieczeństwa infrastruktury, co skądinąd mogłoby utwierdzać twórców Wizji 2030 w słuszności założeń związanych z dywersyfikacją. Tyle że nic po słuszności, gdy w skarbcu widać dno.
„W porównaniu do swoich sąsiadów z Zatoki Perskiej Arabia Saudyjska jest w stosunkowo dobrej sytuacji” – zauważa jednak Ulrichsen. Kuwejt, Katar i Emiraty zostały odcięte od możliwości eksportu surowców, Saudowie mieli prowadzący na wybrzeże Morza Czerwonego rurociąg pozwalający utrzymać eksport na poziomie 60–70 proc. tego sprzed ataku na Iran. W sytuacji, gdyby kryzys w Zatoce miał się przeciągnąć na lata, infrastrukturę można było stosunkowo szybko rozbudować. Rozległość królestwa pozwalała wciąż utrzymać zainteresowanie turystów i biznesu. „W czasie, gdy anulowano loty do innych państw Zatoki, w Dżuddzie (położonej na wybrzeżu Morza Czerwonego – red.) zgromadziło się blisko 60 tys. fanów futbolu na finał Asian Champions Football League” – punktuje ekspert.
W tym samym czasie Wizja 2030 praktycznie zniknęła z widoku. Już w dokumentach budżetowych na 2026 r. praktycznie nie ma do niej nawiązań, nie mówiąc o pieniądzach na wchodzące w jej skład inwestycje. Oznacza to, że to nie konflikt z Iranem odegrał tu największą rolę. „Choć ponowne przemyślenie implementacji strategii inwestycyjnej Wizji 2030 nastąpiło przed wybuchem wojny, to przyspieszyło ono w jej wyniku” – podkreśla ekspert Arab Center Washington DC. Następcy tronu nie udało się zostać reformatorem, a teraz maleją jego szanse na przejście do historii jako modernizator. Pozostaje trzymać królestwo naprawdę twardą ręką. ©Ⓟ
Mariusz Janik
Dziennikarz

