Wojna na subsydia o rynek półprzewodników
Półprzewodniki bywają nazywane ropą XXI w. A to dlatego, że bez nich trudno w dzisiejszej gospodarce cokolwiek zbudować. Nic dziwnego, że na naszych oczach trwa regularna wojna ekonomiczna na subsydia o ten właśnie rynek. Chodzi nie tylko o to, by go zawojować. Ale bardziej nawet o to, żeby nie dać się z niego wypchnąć ani uzależnić od innych. Zanim któryś z dostępnych na rynku modeli sztucznej inteligencji odpowie na wasze mądre lub głupie pytanie, musi przeczesać niewiarygodnie wielkie bazy obrazków i porównać je na podstawie swoich algorytmów. Aby to nastąpiło, potrzebne są gigantyczne moce obliczeniowe. Te moce obliczeniowe składają się z klastrów, te zaś z serwerów. Serwer jest złożony z kolei z modułów, które są stworzone z układów scalonych.
Idźmy głębiej. Każdy układ scalony (czyli, mówiąc mniej precyzyjnie, czip) jest zbudowany z większej lub mniejszej liczby tranzystorów. Ów tranzystor to z kolei taki jakby przełącznik reprezentujący dwa stany: przewodzi albo nie przewodzi. I o to w tej całej zabawie chodzi. W ten sposób można bowiem zakodować zapis binarny, czyli dwójkowy (zero lub jedynka). Przy jego pomocy został zaś zakodowany cały otaczający nas cyfrowy świat. Po to, żeby maszyny mogły to łatwo czytać. Tak przetwarza się i przesyła dziś wszystkie informacje. Tak działają wszystkie nowoczesne technologie.
I tu dochodzimy do krzemu. Bo krzem jest półprzewodnikiem. I – jak sama nazwa wskazuje – może przewodzić lub nie przewodzić. Dlatego właśnie pół przewodniki są takie ważne. Stoi na tym absolutnie cała elektronika użytkowa ostatnich 70 lat – od komputera osobistego do sztucznej inteligencji. Rynek czipów powstał pod koniec lat 50. w USA. Stamtąd zaś rozprzestrzenił się na cały świat zgodnie z obowiązującymi w drugiej połowie XX i na początku XXI w. trendami rozwoju gospodarczego. Dość szybko kluczową rolę w przemyśle półprzewodników zaczęła odgrywać Azja. To firmy z Japonii, Korei, Tajwanu i Chin zaczęły przechwytywać dużą część ich fizycznej produkcji.
Branżę półprzewodników da się podzielić na cztery wielkie grupy produktów. Najważniejsze są rynki mikroprocesorów, z takimi graczami jak AMD czy Intel, oraz rozwijający się rynek systemów na czipie, gdzie dominują Nvidia, Broadcom czy Qualcomm. Inne rynki to produkcja pamięci (IBM, Samsung czy Toshiba) oraz standardowych układów scalonych. Jak widać, im bliżej użytkownika końcowego, tym większa jest dominacja korporacji amerykańskich. Azjaci są mocni oczywiście w podwykonawstwie i samej fizycznej produkcji (tajwański gigant TSMC). Europa ukontentowała się posiadaniem pojedynczych graczy wyspecjalizowanych w jednym konkretnym produkcie. Najlepszy przykład to holenderski ASML, globalny prymus budowy gigantycznych, niezwykle złożonych maszyn fotolitograficznych, przy pomocy których robi się najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane czipy.
Trzeba jednak wiedzieć, że ten obraz zmienia się bardzo szybko, wręcz na naszych oczach. I za parę lat może wyglądać już zupełnie inaczej. A to dlatego, że od mniej więcej dekady do gry weszły niesamowicie wielkie pieniądze i o rynek półprzewod ników zaczęła się toczyć regularna wojna światowa. Jej ciekawe streszczenie dają w swojej nowej pracy ekonomiści Pinelopi Koujianou Goldberg, Reka Juhasz, Nathan Lane, Giulia Lo Forte i Jeff Thurk. W tej wojnie uczestniczą rządy takich krajów jak: Stany Zjednoczone, Chiny, Tajwan, Korea, Japonia oraz Indie. Rzuciły one do gry ciężkie miliardy państwowych subsydiów po to, by nie zostać w tyle w tej rywalizacji o półprzewodniki. Zaczęły Chiny, odpalając – jeszcze w 2014 r. – Narodowy Fundusz Rozwoju Układów Scalonych. Przedsięwzięcie warte ok. 50 mld dol. Ambicje podtrzymali w Planie Pięcioletnim na lata 2020–2025. Japończycy odpowiedzieli rządowymi programami rozwoju sektora półprzewodników z lat 2020–2021, które sumują się do kilkunastu miliardów dolarów. Korea Południowa rozbiła bank, wykładając na ten cel 72 mld dol. w Koreańskim Nowym Ładzie z 2021 r. Amerykanie wyłożyli na stół 40 mld dol. w ramach CHIPS and Science Act.
Efekty tego wyścigu będą pewnie widoczne w ciągu najbliższej dekady. ©Ⓟ
Autor jest redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność”
Rafał Woś
Fot. Wojtek Górski

