Polityka groźnych min
Nie raz i nie dwa chciałoby się zapytać, dlaczego ten rząd jest taki słaby. Cóż, układ polityczny, któremu przewodzi Donald Tusk, hołduje przekonaniu, że wystarczy zarządzać kryzysami, a jakoś się do wyborów dociągnie. Wybory zaś to poniekąd ruletka, zatem nie ma co się przejmować na zapas. Układ cieszy się niemałym poparciem społecznym, ma na czele polityka, któremu nie sposób odmówić charyzmy, a opozycja jest rozbita na trzy zwalczające się odłamy prawicy i kameralne „razem” na dokładkę. A jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że największą zaletą rządu Tuska jest słabość opozycji, a nie jakość rządzenia.
Kiedy wybucha na wpół zresztą komiczna sprawa lekarza – aktywisty z KO, umiejącego otoczyć opieką własnych kolegów z partii – premier robi groźne miny i zapowiada do spółki z prezydentem miasta Rafałem Trzaskowskim liczne kontrole. Kontrole, zwłaszcza doraźne i ogłaszane na konferencjach prasowych, będą substytutem skutecznych działań państwa w obszarze ochrony zdrowia. Kiedy nasi ukraińscy partnerzy prowadzą politykę lekceważenia polskich spraw, a pomagają im w tym Niemcy, Anglicy i Francuzi, premier robi groźne miny i zapowiada intensywne działania rządu – właśnie te, na które jest za późno. Nie widać spójności w przekazie politycznym dotyczącym edukacji, szkolnictwa wyższego, polityki kadrowej w kulturze ani w prawodawstwie określającym ramy działania przedsiębiorców. Nie widać reformatorskich działań ani w policji cierpiącej – przez cały czas – na wakaty, ani w prokuraturze.
Widać zakupy sprzętu wojskowego i premiera w pociągu do Łomży, widać deklaracje miłości do demokracji... i swobodne interpretowanie prawa, byle rządowe było na wierzchu. Zasadniczo widać rolki, nie widać strategii.
Żelaznym argumentem obecnej władzy jest argument pisowski. Kto domaga się ambitnego rządu, ten jest jego krytykiem, a zatem uprawdopodabnia zwycięstwo PiS; w wariancie zmodernizowanym PiS i Brauna. I to jest prawda: krytyka Tuska ze strony jego własnego obozu faktycznie szkodzi KO, pomaga opozycji. Ale...
PiS w 2023 r. straszył Tuskiem. Miał za sobą implementację 800+, miał za sobą prowadzone z rozmachem (choć głupie) reformy w sądzie i w szkole, miał pokaźną liczbę fotek z zamówieniami sprzętu wojskowego. W mętliku wyrzekania na agentów, postkomunistów i gender zgubił jednak wizerunek partii mającej pozytywny pomysł na Polskę. I utracił władzę. ©Ⓟ
Jan Wróbel
Fot. Wojtek Górski

