Przegląd prasy zagranicznej
Bratobójcze walki
W czasach kryzysu w firmach trzeba szczególnie dbać o równowagę między rywalizacją a współpracą - pisze Jens Toenesmann w "WirtschaftsWoche" z 5 lutego. Sven J., szef dystrybucji w pewnej firmie samochodowej, od pewnego czasu żyje w poczuciu, że dyrektor dla ratowania własnej skóry chce się go pozbyć. Kryzys dotkliwie uderzył w branżę motoryzacyjną, klienci codziennie wycofują się z zamówień, firma wprowadziła skrócony czas pracy. Ale Sven J. musi mierzyć się nie tylko z podenerwowanym szefem, lecz także ze współpracownikami, którzy chcą teraz wykorzystać jego słabe punkty i samemu przedstawić się w najlepszym świetle. Coraz więcej menedżerów żyje dziś w przekonaniu, że recesja gospodarcza i strach przed utratą pracy nasilają w firmach wewnętrzną konkurencję między pracownikami.
Wewnętrzna rywalizacja w firmach jest właściwie rzeczą pożądaną. Ma ona mobilizować pracowników i pomagać we wdrażaniu najlepszych pomysłów. Co więcej, zbyt mało rywalizacji może oddziaływać paraliżująco na zespół. Wielkim wzorcem jest tu były szef koncernu General Electric Jack Welch, zwany neutronowym Jackiem, znany ze swej zasady "20-70-10", zgodnie z którą 20 proc. pracowników jest warte najwyższych wynagrodzeń, 70 proc. ze środka także zasługuje na uznanie, a najsłabsze 10 proc. może być z hukiem zwolnionych. Metoda kija i marchewki ma skłaniać pracowników do prześcigania kolegów i tym samym podnoszenia na wyżyny całego przedsiębiorstwa. W wielu firmach podobna zasada obowiązuje pod nazwą grow or go lub up or out, innymi słowy, kto w określonym czasie nie potrafi uzyskać awansu, musi odejść, bądź sugeruje mu się znalezienie sobie innej pracy.
Rywalizacja staje się jednak rujnująca, kiedy walki konkurencyjne w firmie przekraczają pewne granice. A do tego może łatwo dochodzić w czasach kryzysu. Z najnowszych sondaży wynika, że znikoma mniejszość menedżerów - w Niemczech zaledwie co siódmy - uważa, że kryzys doprowadzi do większej zwartości ich zespołu. Inaczej mówiąc, w walce o własne zagrożone projekty i stanowiska oraz coraz szczuplejsze środki pracownicy często rozpychają się łokciami, wzajemnie atakując się i szykanując. W skrajnych przypadkach rywalizacja przeradza się nawet w mobbing, służący pozbywaniu się za wszelką cenę innych pracowników, byle tylko uratować własne miejsce pracy. Wiele osób wychodzi z takich walk z ciężkimi ranami, w postaci stresu, problemów ze zdrowiem, syndromu wypalenia.


