Czy w polskich firmach istnieje zjawisko tytułomanii?
Dariusz Lamot
prezez zarządu Work Express Sp. z o.o.
Pytanie można postawić również inaczej i zapytać, czy są firmy, w których takie zjawisko nie występuje? I trudno będzie znaleźć, poza przypadkami firm jednoosobowych, takie, w których nie spotykamy się z gradacją stanowisk, wymagającą piramidy dziwnych nazw. Z drugiej strony, wiele naprawdę dużych firm wprowadziło kulturę organizacyjną, w której wszyscy są ze sobą na "ty". Jednak niemal w każdej firmie możemy znaleźć przykłady wyjątkowej kreatywności w tworzeniu nowych pomysłów na stanowiska.
Szczególnego potraktowania wymagają próby takiego dowartościowania stażysty czy praktykanta "intratną" nazwą (która później będzie dobrze wyglądała w CV), że trudno nie pomyśleć, iż mamy do czynienia z młodym i prężnym menedżerem. Oczywiście w takich przypadkach istotne jest, by nazwa brzmiała obco, i to nie tylko pod względem językowym. W "okrzepłych" strukturach organizacyjnych takie przypadki są jedynie powodem do dowcipów, warto jednak pamiętać, aby forma nie przerosła treści. Nazwa stanowiska powinna wstępnie informować klienta, zarówno tego zewnętrznego, jak i wewnętrznego, w jakim dziale pracuje dana osoba i co leży w jej zakresie obowiązków. Sposób zwracania się do siebie jest tematem odrębnym i często zależnym od przyjętej, niepisanej zasady. Zazwyczaj jednak pracownicy w mniejszych firmach zwracają się do siebie po imieniu. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku poszczególnych działów dużych korporacji. W komunikacji międzydziałowej najlepszym doradcą pozostają zasady wzajemnej, kulturalnej komunikacji i troska o odpowiednią formę tego, co chcemy zakomunikować, a nie koncentracja na właściwym sformułowaniu tytułu czy stanowiska.

