13 punktów z 13 marca
Kto ma płacić za kryzys
"Sami płaćcie za wasz kryzys" - krzyczą ostatnio ludzie na demonstracjach w różnych krajach. Obwiniają bankierów, finansistów, szefów korporacji. W Polsce wiosną tego roku związkowcy i pracodawcy dogadali się, że solidarnie zapłacą ustępstwami za obecne trudności.
Tak zwane Porozumienie marcowe - pakiet zmian prawnych, negocjowanych przez dwa miesiące przez związki zawodowe i pracodawców - zakłada, że związkowcy zgodzą się na większą elastyczność zatrudnienia, a pracodawcy na unikanie zwolnień grupowych. Utrzymaniu zatrudnienia służyłoby jego subsydiowanie. Zamiast zwalniać ludzi, pracodawcy płaciliby część wynagrodzenia, a drugą część stanowiłaby pomoc państwa.
W pewnym sensie każdemu z partnerów społecznych takie rozwiązanie się opłaca: ludzie nie tracą pracy, a firmy - doświadczonych pracowników. Nawet budżet państwa zaoszczędziłby na tym, bo takie subsydiowanie zatrudnienia miałoby być tańsze aniżeli zasiłki i inna pomoc dla armii bezrobotnych.
A jednak od 13 marca minęły kolejne dwa miesiące i nie ma zgody. Czyżby ktoś skalkulował, że miałby zapłacić zbyt dużymi ustępstwami wobec drugiej strony?
Jaka to cena jest zbyt wysoka i dla której strony, że porozumienie się opóźnia? Pytanie to zadajemy przedstawicielom pracodawców i związków zawodowych. Prosiliśmy też Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej o wyjaśnienie, jakie przeszkody pojawiły się ze strony rządu. Ministerstwo nie chciało jednak komentować sytuacji.

