Czy polscy menedżerowie podbiją świat?
Z jednej strony, wiele naszych aspiracji, by być światowcami, nie ma pokrycia w odpowiednim przygotowaniu. Na brak mobilności Polaków od dawna narzekają poważne oddziały międzynarodowych korporacji. A nawet kiedy jakiś menedżer czuje się dowartościowany propozycją wyjazdu za granicę i chce z niego skorzystać, to nagle okazuje się, że nie dość dobrze zna język obcy albo nawet znając język, nie potrafi dogadywać się z ludźmi o innej mentalności i kulturze. Z drugiej strony, taki obraz na szczęście przechodzi z wolna do historii.
Dzieje się tak za sprawą rozwijających się w Polsce centrów usług wspólnych oraz coraz szerszemu udziałowi polskich uczelni w międzynarodowych wymianach studenckich, jak choćby w programie Erasmus. Z firmami branży outsourcingowej swoją karierę zawodową związało w Polsce już ponad 150 tys. osób - przeważnie ludzi młodych, do 30. roku życia. To jest to pokolenie, które narzuca standardy oczekiwań wobec pracodawców, i to jest branża, która kształci postawy otwartości na pracę międzynarodową i potrzebne w tej pracy kompetencje. W centrach takich przeważnie na wszystkich stanowiskach zatrudnia się osoby dobrze znające języki obce (często niejeden), a na stanowiskach menedżerskich mające dodatkowo doświadczenia w pracy w międzynarodowym środowisku. Ważne są też umiejętności miękkie, takie jak wrażliwość kulturowa. Zdaniem zarządzających centrami, nasi pracownicy potrafią być otwarci i tolerancyjni, ciekawi zwyczajów w innych krajach, cenią sobie pobyt w środowisku odmiennym kulturowo. Nie lubią się nudzić w pracy, są więc głodni nowych wyzwań, mają duże aspiracje. To wszystko sprawia, że oddelegowani za granicę są bardzo dobrze przyjmowani w tych spółkach i wręcz namawiani do przedłużenia umowy. Opinia o Polakach jest bardzo dobra. Cenieni są za wiedzę ekspercką, łatwość w przystosowaniu się do nowej kultury i stylu pracy typowego w danym kraju.

