Fundament, na którym warto budować efektywność i dobre relacje w pracy
Przywództwo transformacyjne
Wiele osób, które nie znają teorii zarządzania, definiuje w swojej głowie przywódcę jako osobę, która ognistym przemówieniem porywa tłum i wzbudza w nim entuzjazm do "wspólnej sprawy". Ten obrazek jest także eksploatowany w niektórych filmach oraz przez mówców motywacyjnych bazujących na tzw. amerykańskim stylu. W Polsce taka forma wystąpień menedżera często jest kojarzona przez pracowników ze zbyt dużym ładunkiem propagandowym i manipulacją. Czy słusznie?
Thomas Edison powiedział kiedyś, że wizja bez jej realizacji to halucynacja. Na podobnej zasadzie - bycie sprawnym prezenterem ze świetnym planem na przyszłość może uczynić z Ciebie wizjonera. Aby jednak stać się prawdziwym przywódcą - trzeba prezentować sobą coś więcej. Dużo więcej.
Być menedżerem czy przywódcą?
Mam wrażenie, że w wielu kręgach "bycie menedżerem" jest obecnie passe. Po co być menedżerem, skoro można być przywódcą? Ta druga alternatywa wydaje się bardziej kusząca, wynosząca przywódcę gdzieś na wyższy poziom chwały, ponad przeciętny tłum menedżerów. Przyjrzyjmy się więc temu, co teorie zarządzania mówią o różnicach między menedżerem a przywódcą.
Według wielu teorii, menedżer zarządza ludźmi, celami i procesami (na co - w ujęciu tradycyjnym - składają się funkcje planowania, organizowania, motywowania i kontrolowania), tak aby jego zespół realizował efektywnie wyznaczone cele. Przywódca zaś wyznacza nowy punkt docelowy na horyzoncie, tworzy wizję, do której realizacji inspiruje i prowadzi swój zespół. Jak podkreśla m.in. Kotler, szefowie powinni w ramach swojej pracy łączyć rolę zarządzającego i przywódcy, jednak w praktyce niewielu z nich potrafi to zrobić.

