Felieton - Po jaśniejszej stronie mocy
Przeglądając codzienną prasę, stwierdziłem, że słowo "kryzys" już mi się opatrzyło, do tego straciło barwę giełdowych indeksów. Rzekłbym, że stało się lekko nieświeże, a do tego trawione na różne sposoby. Utwierdziły mnie w tym sprzeczne dane n.t. wzrostu gospodarczego, które zaprezentował rząd, mówiąc o "lekkim minusie" oraz Bank Światowy ogłaszający polski ewenement w UE - "lekki 0,5-proc. wzrost". Poczułem się wówczas niczym osobnik z obcej planety. Odnalazłem się dopiero, gdy zostałem sprowadzony po kilku dniach na ziemię przez jedną z uczestniczek szkolenia, które prowadziłem. Warsztaty dotyczyły zarządzania czasem. Niczym mantra, wśród głosów pojawiały się opinie: permanentne przemęczenie, nadmiar obowiązków, brak sił. Tematyka siłą rzeczy zeszła na urlop, który przecież jest okazją do nabrania świeżych sił witalnych na nowy sezon zawodowy. Wspomniana uczestniczka z uśmiechem na twarzy powiedziała "każdy by chciał odpocząć, tylko kiedy?". Słowo KIEDY stało się dla mnie gwiazdką w ciemnym tunelu galaktyki, otoczonej stronami od kalendarza.

