Gra do jednej bramki?
Rozmowa z Pawłem Miłoszewskim, dyrektorem ds. zarządzania personelem w Whirlpool Polska SA
● Czy związki zawodowe są przeciwnikiem dla dyrektorów personalnych, którzy ich działalność traktują jako zagrożenie?
Na jednej z konferencji HR wystąpił prelegent mówiący o relacjach ze związkami, który stwierdził, że gdyby związków w firmie nie było, należałoby je powołać. I w wielu organizacjach tak jest, że komunikacja z wielotysięczną załogą, często zatrudnioną w różnych lokalizacjach i różnych systemach pracy zmianowej, bez współpracy z funkcjonującymi tam związkami zawodowymi, byłaby dużo mniej efektywna. Wspomniany prelegent był szefem HR w takiej właśnie firmie.
● A w innych firmach?
Znam dużą firmę produkcyjną działającą od prawie 20 lat, w której nigdy nie powstały związki zawodowe. Bynajmniej nie dlatego, że pracodawca szykanami utrudniał zawiązanie się takiej organizacji, ale po prostu warunki, jakie stworzył, nie zostawiały marginesu niezadowolenia, który byłby katalizatorem dla tego typu inicjatywy.
● Jeżeli dyrektor personalny zostaje zatrudniony w firmie, w której są już związki zawodowe...
Po pierwsze, dążeniem powinno być takie ułożenie relacji, aby firma mogła mieć z istnienia związków zawodowych maksymalną korzyść, czyli wspólne realizowanie zadań, do których związki zawodowe mają prawo w formie konsultacji, opiniowania czy współdecydowania. Można tu wymienić tworzenie regulaminów, zarządzanie funduszem socjalnym itp. Związków nie należy zwalczać. Koszty społeczne i wizerunkowe walki ze związkami zawodowymi są niewspółmiernie wyższe, aniżeli korzyści wynikające z dobrej współpracy.

