Przegląd prasy zagranicznej
Temat tabu: lęk menedżera
http: //www.handelsblatt.com
Współcześni menedżerowie coraz częściej żyją w lęku, który wcale nie jest tylko ich prywatną słabością - pisze Katrin Terpitz w "Handelsblatt" z 11 listopada 2006 roku. 55-letnia szefowa prosperującej firmy budowlanej z Lipska podczas jazdy samochodem doznała nagle zawrotów głowy, kołatania serca i napadu pocenia się. Spanikowana, z podejrzeniem zawału, poddała się 14-dniowym badaniom w szpitalu - bez rezultatu. Zapaści jednak dalej mnożyły się, a wraz z nimi uczucie strachu, że w każdej chwili padnie bez sił. Matka kilkorga dzieci, spędzająca 70 godzin tygodniowo w firmie, zrzucała wszystko na karb przepracowania. Dopiero po długim błądzeniu przyszła właściwa diagnoza: lęk.
Menedżerka z początku nie chciała przyjąć jej do wiadomości: ona, zaprawiona w bojach w twardym, zdominowanym przez mężczyzn świecie budowlańców, znająca na wskroś swoją firmę, miałaby ulegać podobnej słabości? Dopiero 10-tygodniowa intensywna terapia, indywidualna jak i grupowa, pozwoliła jej odkryć tłumione lęki egzystencjalne. Jedynej żywicielce rodziny najbardziej ciążyła obawa przed wypadnięciem z gry, równoznacznym z zawaleniem się całej egzystencji.
Jej przypadek nie był niczym wyjątkowym. Psychoterapeuci zwracają uwagę, że w warunkach rosnącej presji ekonomicznej coraz więcej menedżerów doznaje uczucia lęku i napadów paniki. O pomoc proszą jednak dopiero wtedy, gdy nie mogą już normalnie żyć ani pracować. Przyczyna tkwi w tym, że lęk, inaczej niż zawał serca, niejako uszlachcony przez współczesne społeczeństwo sukcesu, jest absolutnym tematem tabu. W świecie biznesu obowiązuje zasada: Indianie nie znają bólu, a tym bardziej lęku. Przypadłość ta niekoniecznie jednak dopada osobników, uchodzących za strachliwych. Przeciwnie, to raczej twardziele doznają nagle w nocy łopotania serca albo napadów paniki pod prysznicem i nie wiedzą dlaczego. Szczególnie często zdarza się to mężczyznom na średnich szczeblach zarządzania.

