Firma to droga, która nie ma końca
Rozmowa z Jarosławem Czają, założycielem i prezesem firmy informatycznej Future Processing o początkach i dojrzewaniu organizacji, dawaniu władzy i braniu odpowiedzialności oraz o angażującej kulturze organizacji
Czy 15 lat temu, kiedy zakładana była firma Future Processing, czuł się Pan bardziej biznesmenem czy programistą?
Oczywiście że programistą. Prawdę powiedziawszy nic innego nie potrafiłem wówczas robić - byłem jeszcze studentem. Co prawda, prowadzenie firmy bardzo mnie interesowało, miałem ambicje, żeby zmieniać świat i czułem, że jest to możliwe. Moja fascynacja komputerami łączyła się z fascynacją możliwościami, jakie dają nowe technologie. Warunki mi sprzyjały - miałem kolegów, którzy podzielali moje pasje i udało mi się namówić ich do współpracy.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy - co było kluczowe dla udanego startu? Pasja, zespół czy inwestor?
To był na pewno splot różnych czynników. Na pewno bardzo pomogło nam to, że tworzyliśmy grupę zaangażowanych ludzi, którzy ufali sobie wzajemnie. Zresztą wiele z tych osób jest z nami do dziś, choć minęło już 15 lat. Wątpię, czy mnie samemu bez doświadczenia, tylko z marzeniami, udałoby się zbudować nową firmę. Tu potrzebna była praca zespołowa. Co do inwestora, na początku naszej pracy nie mieliśmy go, ale za to pozyskaliśmy klienta, który sfinansował nasz pierwszy projekt. I tak to się zaczęło.

