Przegląd prasy zagranicznej
Reputacja - bezcenny kapitał
Utrata reputacji jest równoznaczna z końcem kariery menedżera - pisze Julia Leendertse w "Wirtschaftswoche" z 11 października 2006 roku. Dobra reputacja to bezcenny kapitał, który otwiera wszystkie drzwi, ale musi być stale pielęgnowany. Menedżer, za którym idzie opinia nieudacznika i destruktora, nie zapisze na swoje konto sukcesów w nowej firmie. Złe wpisy do jego hipoteki zbyt go obciążają, zła opinia nastawia przeciwko niemu personel zanim jeszcze rozpocznie pracę. Nikt nie wierzy w jego zdolność przedstawienia jakiejkolwiek wizji przyszłości. "Wielu menedżerów tak bardzo zaszkodziło swojej wiarygodności, że jako liderzy kompletnie się zdyskredytowali. Stracili kontakt z rzeczywistością. Ludzie przestali ich słuchać" - mówi niemiecki guru zarządzania Reinhard Sprenger.
Może to potwierdzić szef Siemensa Klaus Kleinfeld. Kiedyś nadzieja koncernu, za jednym zamachem popadł w niełaskę pracowników, inwestorów, polityków jak też dziennikarzy, ponieważ w niewłaściwym momencie okazał lęk przed utratą twarzy. W czerwcu 2005 roku sektor telefonów komórkowych jego koncernu przynosił milion euro strat dziennie. Publiczność i analitycy nalegali na szybkie rozwiązanie. W tej sytuacji Kleinfeld przedstawił jako kupca, jeszcze przed podpisaniem kontraktu, mało znaną tajwańską firmę BenQ. Dopiero dzisiaj wyszło na jaw, że BenQ wykorzystała tę przedwczesną informację do wywindowania i tak już szczodrej oferty Siemensa. Za obietnicę sanacji niemieckiego producenta komórek Tajwańczycy kazali sobie drogo zapłacić. Tylko po to, by nie stracić kontraktu, Kleinfeld poddał się naciskowi. Gdyby wykazał zdrowy rozsądek i odwagę powiedzenia "nie", transakcja mogłaby wyglądać inaczej.
Inaczej zachował się kilka lat temu niemiecki Commerzbank, zrywając dosłownie w ostatniej minucie rozmowy o fuzji z francuską Societe Generale. Menedżerowie Commerzbanku w porę dostrzegli bowiem manipulacje Francuzów. Chodziło o to, że siedzibę nowej połączonej firmy miały stanowić, na równych prawach, Paryż i Frankfurt. Tuż przed podpisaniem gotowego już kontraktu menedżerowie Commerzbanku zauważyli jednak, że strona francuska we wszystkich dokumentach potajemnie wykreśliła słowa ".i Frankfurt". W przeciwieństwie do Kleinfelda, kierownictwu Commerzbanku nie zabrakło determinacji, by z niepoważnego zachowania zagranicznego partnera rokowań instynktownie wyciągnąć słuszne konsekwencje.

