Skazani na Shawshank
czyli zarządzanie „przez CELĘ” Rozmowa Piotra Sierocińskiego, właściciela firmy ceHR, z Leszkiem Mellibrudą, psychologiem społecznym i biznesu, o inspiracjach dla HR-owców, jakie płyną z twórczości filmowej.

P.S.: Panie Leszku, dziś omówimy dwudziestoletnią historię pobytu w więzieniu młodego bankiera niesłusznie skazanego na podwójne dożywocie za zabójstwo żony i jej kochanka, opowiedzianą ustami jednego ze współwięźniów – Ellisa Boyda Reddinga zwanego Redem, wspaniale zagranego przez Morgana Freemana w filmie Franka Darabonta pt. „Skazani na Shawshank”.
L.M.: Brzmi dość banalnie i mało biznesowo.
P.S.: Otóż wydaje mi się, że jest Pan w błędzie. Ten film to moim zdaniem istna kopalnia brylantów, jeśli chodzi o postawy zawodowe, biznesowe i życiowe. Poza tym, od czego mamy tu Pana, jak nie od odkrywania niezwykłych tajników psychologii pracy i zarządzania w zwykłych ludzkich zachowaniach, choćby więziennych.
L.M.: No to teraz ustawił mi Pan wysoko poprzeczkę, ale spróbujmy o tym porozmawiać.
P.S.: Jest rok 1946, do więzienia Shawshank na pograniczu stanów Maine i Nowa Anglia zbliża się autobus z dostawą nowych więźniów. To więzienie o podwyższonym rygorze z przeznaczeniem dla morderców i recydywistów – kamienna forteca, z której nikt jak dotąd nie uciekł. Przyjazd nowych więźniów to nie lada atrakcja dla obecnych pensjonariuszy. Doskonale wiedzą, że pierwsza noc w takim miejscu to test dla najsłabszych. Red jest miejscowym „kwatermistrzem”, który jest w stanie zorganizować zza krat prawie każdą zachciankę współwięźniów. Jest tu już od 20 lat i wszyscy darzą go szacunkiem. On organizuje zakłady, kto pęknie pierwszy.
L.M.: O rytuale inicjacji w nowym miejscu (ale pracy) już wspominaliśmy. Tu mamy podobny przypadek.
P.S.: Zaraz do tego wrócimy. Red nie tylko organizuje zakłady, ale sam stawia pięć papierosów (to bardzo wysoka stawka) na wysokiego „lalusia”, inteligencika, na pierwszy rzut oka odróżniającego się od pozostałych, dość „zakazanych gąb”. I przegrywa

