Gotowi na empowerment
Temat empowermentu nie jest łatwy, podobnie jak jego definicja. To angielskie słowo nie doczekało się jeszcze jednolitego tłumaczenia na język polski, często przyjmując formę uprawomocnienia, upełnomocnienia czy upodmiotowienia. Żadne z tych określeń nie oddaje w pełni idei, za którą stoi dzielenie się władzą i uprawnieniami z pracownikami firmy poprzez zachęcanie ich do podejmowania inicjatyw, zaangażowania i partycypowania w decyzjach na rzecz rozwoju organizacji. Jedno jest pewne, szczególnie w czasie zmian warto je wdrażać.

Pamiętam, jak przed wielu laty w telewizyjnym serwisie informacyjnym pokazywano sześcioletniego chłopca, który wyniósł z pożaru swoją kilkumiesięczną siostrę. Psycholog, która wówczas wypowiadała się o jego bohaterstwie, powiedziała, że w obliczu zagrożenia zareaguje w taki sposób tylko to dziecko, z którym dyskutowano, często pytano je o zdanie i które było zachęcane do samodzielnych decyzji. Dziecko wychowywane w sposób nakazowy, jej zdaniem, nie tylko nie uratowałoby siostry, ale także samo spłonęło. Ten mocny przekaz pozostał ze mną przez lata. I choć zdarzenie dotyczyło dziecka i domu, a my rozważamy tu sytuację pracowników i organizacji, myślę, że można je potraktować jako analogię tego, czym jest i jak może być kształtowany pracowniczy empowerment.


