rozmowa
Dość iluzji. Łukaszenka nie da się oderwać od Rosji
Cichanouska: Łukaszenka znalazł się w pułapce. Służy Putinowi, musi być wobec niego lojalny, bo jego władza zależy od Rosji. Ale musi się też cofać pod presją Ukrainy

W zeszłym tygodniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wystosował wobec Alaksandra Łukaszenki ultimatum. Ukraina zażądała, by Białoruś w ciągu siedmiu dni wyłączyła przekaźniki naprowadzające bezzałogowce uderzeniowe na cele w zachodniej Ukrainie. Kijów twierdzi, że Łukaszenka się ugiął (we wtorek, już po naszej rozmowie, dowodzący siłami obrony Ukrainy generał Ołeksandr Syrski oświadczył, że jeden z przekaźników został z powrotem włączony – red.). Jak pani ocenia całą sprawę?
Ukraina zdecydowała się na taki krok, ponieważ poczuła swoją siłę. Skoro jest w stanie atakować dronami Moskwę, to kim jest dla niej jakiś Łukaszenka? Dla Ukrainy wszystko, co pomaga rosyjskiej machinie wojennej zabijać Ukraińców, stanowi sprawiedliwy cel. Dlatego uprzedzili Łukaszenkę, że jeśli sam tych przekaźników nie wyłączy, to oni wyłączą je siłą. Jasne, że Łukaszenka się przestraszył, rozumiejąc, że Rosja go teraz nie uratuje. Rosji samej brakuje sił. Widać, jak jej się udało wziąć Kijów w trzy dni. Łukaszenka musiał się cofnąć, ponieważ Ukraińcy nie blefowali. Zrobiliby to, rozumiejąc, że to nie jest ten rodzaj infrastruktury, w ataku na którą mogą ucierpieć ludzie. Nie mają zamiaru niszczyć relacji między naszymi narodami, ale zlikwidować to, co pomaga Rosji, jak najbardziej tak. Potem zresztą wybrzmiały kolejne ostrzeżenia: że jeśli nie wstrzymają dostaw paliwa dla rosyjskiej machiny wojennej, rafinerie mogą stać się kolejnymi celami dla Ukrainy. Ukraina dowiodła, że w relacjach z dyktatorem tylko język siły pozwala osiągać rezultaty. To zresztą też przekaz dla Europy: nie bójcie się, bądźcie silni i zjednoczeni, a wtedy dyktatorzy będą się w wasze zdanie wsłuchiwać.




