Chrońmy przed tym sporem Ukraińców w Polsce
Ustawa o Ukraińskim Panteonie Narodowym, przyjęta przez Radę Najwyższą z inicjatywy Wołodymyra Zełenskiego, nie jest zwyczajną zagrywką wobec Polski, kolejnym ruchem na szachownicy. Prezydent Ukrainy świadomie forsuje trwały mechanizm prawny gloryfikacji bohaterów Ukrainy, wśród których mogą się znaleźć ludzie z formacji odpowiedzialnych za rzeź wołyńską.
Zełenski mógł zostawić furtki w ustawie, które wyłączają określone grupy ludzi z panteonu. Nie zrobił tego. Wprost za to przewidziano, że status ten mogą otrzymać głównodowodzący historycznymi ukraińskimi formacjami wojskowymi, w tym UPA. Pamięć o takich osobach zostanie w ten sposób zinstytucjonalizowana i będzie chroniona. Ogłoszeniu inicjatywy towarzyszyły znaczące słowa, że „nikt nie będzie nam mówił, jakich bohaterów szanować”. To działanie emocjonalne i krótkowzroczne.
Budowanie ustawą pomników wątpliwym bohaterom i fundowanie na nich polityki symbolicznej jest drogą w jedną stronę. Bardzo trudno takie decyzje odwrócić bez konsekwencji. Tym bardziej że Ukraina prędzej czy później stanie przed dylematem rewizji swojej polityki historycznej. Uporządkowanie jej może być ceną akcesji do Unii Europejskiej. Bo obecne ruchy Kijowa trudno pogodzić z wartościami UE. Przekonali się o tym choćby Chorwaci czy Łotysze, którzy musieli zdjąć z postumentów bohaterów o nazistowskich kartach w życiorysach.
Stawianie na ostrzu noża relacji ze strategicznym sojusznikiem, jakim jest Polska, przez którą na dodatek przepływa jeden z najważniejszych strumieni pomocy dla Ukrainy, jest krokiem oderwanym od rzeczywistości międzynarodowej. Świadomie zaognia się i psuje relacje z państwem przyjaznym, którego głos liczy się w relacjach transatlantyckich, a także we wszystkich krokach akcesyjnych związanych z UE.
Kiedyś Kijów dokonał historycznego zwrotu. Pomarańczowa rewolucja oznaczała wybór Zachodu. Dziś ten zwrot zostaje obciążony nierozliczoną nacjonalistyczną częścią ukraińskiej pamięci. To strategiczny błąd prezydenta Zełenskiego.
Ten spór już się rozlał i nie da się go szybko zatrzymać. Być może błędy popełniono po obu stronach, zbyt mocno rozkręcając spiralę emocji. Stało się. Jednak reakcja Ukrainy w postaci puszczenia hamulców nacjonalizmu jest czymś, z czym trudno się konfrontować. Można w zasadzie tylko wyrazić dezaprobatę i powiedzieć, że oczekiwalibyśmy innych standardów.
Teraz jednak cała polska klasa polityczna powinna powściągnąć emocje. Zderzenie z Kijowem o pamięć w żaden sposób nie może się odbić na sytuacji mieszkających tutaj Ukraińców. Nie wolno dopuścić, by ten spór dotknął zwykłych ludzi, którzy znaleźli nad Wisłą dom, uciekając przed wojną i szukając lepszego życia. ©℗
Tomasz Pietryga
redaktor naczelny




