bezpieczeństwo
Dronowa współpraca z przeszkodami
Kuleje polsko-ukraińska współpraca, której jedną z konsekwencji miało być powstanie armady dronowej. Politycy przyznają, że nasz sąsiad niechętnie dzieli się wojennymi doświadczeniami. Jednym z powodów jest spór o historię

Rozpoczęcie procesu tworzenia armady dronowej ogłosił pod koniec kwietnia premier Donald Tusk w trakcie rzeszowskiego spotkania przygotowującego Konferencję Odbudowy Ukrainy. W obecności ukraińskiej premier Julii Swyrydenko szef polskiego rządu zadeklarował, że udało nam się „zbudować model relacji, w którym Ukraina też może coś dać”.
– Z wielką satysfakcją mogę ogłosić, że polski plan budowy armady dronowej będzie wspierany przez myśl techniczną i kompetencje dronowe naszych ukraińskich przyjaciół – powiedział Donald Tusk. Nie minęły dwa miesiące od wypowiedzenia tych słów, a wzajemne relacje uległy ochłodzeniu. Po nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA oraz wzajemnym odbieraniu i zrzekaniu się odznaczeń państwowych z problemami zaczęła się też borykać współpraca w dziedzinie dronów. Uwidocznił to przykład myśliwców MiG-29, które Polska miała przekazać Ukrainie w zamian za drony. Jak wyjawił na antenie Polsat News wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, strona ukraińska wycofała się z wcześniejszych ustaleń.
– Myślę, że zaproponowałem bardzo partnerskie podejście. MiG-i za drony. Ukraińcy na początku przyjęli to i nie zrealizowali, więc nie ma MiG-ów dla Ukrainy, bo nie ma dronów – powiedział wicepremier. Dziś Ukraina jest niewątpliwie europejską potęgą w dziedzinie produkcji dronów wojskowych. Ich błyskotliwa kariera na froncie rozpoczęła się w 2023 r., kiedy to Kijów był w stanie wyprodukować 300 tys. bezzałogowców. Rok później liczba ta wzrosła do 1,7 mln, by w 2025 r. osiągnąć pułap 3 mln egzemplarzy. Szacunki Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy wskazują, że w 2026 r. krajowy przemysł byłby w stanie dostarczyć nawet 8 mln, a politycy w Kijowie już mówią o pokonaniu granicy 10 mln.
Produkcją ukraińskich bezzałogowców trudni się ponad 160 małych i średnich firm, jednak większość komponentów pochodzi z importu. Jak wyliczył kijowski Europejski Instytut Polityczny, aż 89 proc. producentów wskazuje Chiny jako główne źródło importowanych części. Podobnie jest w Polsce i w ocenie specjalistów ukraińska przewaga nad Europą nie wynika z technologicznego zaawansowania.
– Technologia wyjściowa to jedno, ale już wiedza o tym, co sprawdza się w danym kontekście – to zupełnie inna sprawa. Istnieje pojęcie wiedzy milczącej, której nie da się przekazać na szkoleniach, a wynika ona z doświadczenia, działań w realu i możliwości adaptacji technologii do zmiennych warunków środowiskowych. Dlatego Ukraińcy mogą mieć doświadczenie oparte na integracji systemów dronowych w aktywną chmurę na polu bitwy – mówi Grzegorz Lewicki, członek prezydenckiej Rady Nowych Techno logii i Cyfryzacji.
Wojenną wiedzą Ukraina zaczęła się dzielić z partnerami pod koniec 2025 r. Ogłoszony przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego program „Buduj z Ukrainą” zakłada tworzenie spółek joint-venture zajmujących się m.in. produkcją dronów. Z oferty jako jedna z pierwszych skorzystała niemiecka firma Quantum Systems, podpisując umowę z ukraińską Frontline Robotics. Berlin dał zdolności produkcyjne, a Kijów – dostęp do nowinek technicznych, na bieżąco zdobywanych w trakcie używania sprzętu podczas wojny z Rosją. Podobnym tropem poszły Czechy, Dania, Francja i Łotwa. Wśród zainteresowanych miało zabraknąć Polski, o czym informował Wasyl Honczaruk, prezes Stowarzyszenia Producentów Systemów Bezzałogowych i Technologii Powiązanych na Ukrainie. W wywiadzie dla dwumiesięcznika „New Eastern Europe” przyznał, że wcześniej utrzymywano kontakty ze stroną polską, ale ostatnio miały się one urwać.
– Nie otrzymaliśmy od nich żadnych konkretnych propozycji ani pytań. Jako stowarzyszenie podpisaliśmy również umowę o współpracy z polskim stowarzyszeniem producentów dronów. Ale jak dotąd nie podjęto żadnych praktycznych kroków – powiedział Honczaruk. Rozmówca DGP z ukraińskiego resortu obrony przyznaje, że może mieć to związek z gwałtownymi sporami historycznymi. – Najwyraźniej ktoś w Kijowie uznał, że skoro Polacy cisną nas w sprawie polityki pamięci, to my przestawimy się na politykę w pełni transakcyjną i postaramy się wycisnąć jak najwięcej z każdego takiego projektu – słyszymy.
Przedstawiciele polskiego przemysłu stoją na stanowisku, że jeśli chodzi o sam sprzęt, to nasze firmy nie mają się czego wstydzić i technologicznie dorównują ukraińskim. Różnice pojawiają się natomiast w konstrukcji dronów i używanym oprogramowaniu, na bieżąco dostosowywanym do warunków frontowych. W MON podkreślają też znaczenie taktyki. Jak wyjaśnia gen. Mieczysław Bieniek, doradca ministra obrony narodowej, wojska polskie i ukraińskie przez cały czas wspólnie ćwiczą i dzielą się doświadczeniami, a polski sprzęt jest obecny na ukraińskim froncie.
– Teraz nie jest tak, że my wszystko dajemy. Dawaliśmy, jak była potrzeba, kiedy Ukraińcy niczego nie mieli. Teraz, kiedy oni sami zaczynają stawać na nogi i produkować, powinni się dzielić tą technologią z sojusznikami, a nie tylko wysyłać ją na Bliski Wschód. Na tym powinna polegać równowaga – mówi DGP gen. Bieniek. Mimo chłodu między Warszawą a Kijowem widać pierwsze symptomy nawiązywania współpracy. Pod koniec czerwca PGZ podpisała z ukraińską TAF Industries porozumienie o współpracy. Na jego mocy część produkcji dronów ma zostać przeniesiona z Ukrainy do Polski. Zakłada ono też wspólną pracę nad rozwojem technologii dronowych. ©℗
Współpraca: Michał Potocki
ROZMOWA
Uwierzmy w polskich inżynierów

Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju
Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju
Wiele mówi się o postępie, jakiego dokonała Ukraina w wykorzystaniu technologii dronowych. Czy rzeczywiście nasi sąsiedzi są w posiadaniu jakiejś wiedzy tajemnej, która jest obca polskiemu przemysłowi?
Z tymi ukraińskimi dronami to trochę mit. Oni nad nami przodują w tym, że są w stanie zweryfikować w warunkach bojowych wszystkie pomysły konstrukcyjne. Od razu wiedzą, co działa, a jeśli coś nie działa, odrzucają to albo naprawiają. Mają doświadczenie w wykorzystywaniu dronów, tworzeniu jednostek dronowych. Tego nam w Polsce rzeczywiście brakuje. Warto by się było tej wiedzy przyjrzeć. Natomiast jeśli chodzi o samo jądro, czyli technologię, nie ma co przesadzać. Po pierwsze, ona jest osiągalna na polskim rynku. Po drugie, wiele naszych dronów z Polski jest wykorzystywanych w Ukrainie.
Użycie polskich dronów w Ukrainie to nie są jednostkowe przypadki?
My o tym z różnych względów głośno nie mówimy. Nie tylko z powodów politycznych, lecz także z uwagi na bezpieczeństwo. Ale gdy skończy się wojna, dowiemy się, ile polskich rozwiązań było wykorzystywanych na ukraińskim froncie.
To na czym polega problem, że w Polsce tak wiele mówi się o konieczności współpracy dronowej z Ukrainą?
Mamy w kraju potencjał i nie możemy się go wstydzić. Ale jest pewien problem. Trzeba usprawnić system testowania i certyfikacji dronów. W systemie dronowym technologie zmieniają się bardzo szybko i trzeba zacząć nadążać za tymi zmianami. Trzeba też pamiętać, że jesteśmy co prawda państwem przyfrontowym, ale fizycznie nie bierzemy udziału w wojnie i w związku z tym nie możemy sobie pozwolić na to, żeby zakupić dziesiątki tysięcy dronów i odłożyć je na półkę, bo za pewien czas będą już przestarzałe. Trzeba znaleźć złoty środek między kupowaniem, ćwiczeniem i wchodzeniem w nowe systemy.
Ukraina sobie z tym poradziła. Czy nie oznacza to, że jest jednak od nas lepsza?
Dziś wydaje się, że Ukraińcy górują nad nami też w marketingu i PR. Rozdmuchano wiadomości, że ich drony są bezcenne. Wielu decydentów uwierzyło, że pozyskamy od nich supertechnologie. A wystarczy popatrzeć na swój rynek.
To co powinno się zmienić po polskiej stronie?
Odpowiednie komórki wojskowe powinny śledzić sytuację na rynku ukraińskim, patrzeć, jakie są tam wykorzystywane technologie, i w tej dziedzinie współdziałać z Ukrainą. Nie ma sensu pozyskiwać od niej samego sprzętu, bo on jest na naszym rynku i damy radę go wyprodukować. Decydenci powinni uwierzyć w możliwości naszych inżynierów. ©℗
Rozmawiał Wojciech Kubik
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.




