Niemcy tracą formę: VW, mundial, sztuka
Za kilka dni zarząd Volkswagena ma przedstawić plan naprawczy koncernu, który jest nie tylko największym europejskim producentem samochodów, lecz także wieloznacznym symbolem. Przez dekady był synonimem niemieckiego modelu gospodarczego: wysokiego uprzemysłowienia, mistrzostwa w eksporcie, stabilnych miejsc pracy, współdecydowania pracowników oraz politycznej opieki landu. Nikt już nie udaje, że trzeszczenie tego modelu to jedynie zwykły cykl koniunkturalny. Trzy lata temu szef marki ostrzegał kadrę kierowniczą, że pali się dach. Dziś ta metafora brzmi mniej jak alarm, a bardziej jak relacja z miejsca katastrofy.
Uwagę mediów przykuły przecieki o cięciach zatrudnienia sięgających nawet 100 tys. miejsc pracy w całej grupie. To dwa razy więcej niż w dotychczasowych planach, a na stole mają być też cztery niemieckie zakłady. Doniesienia koncentrują się głównie na Niemczech, ale np. Volkswagen Poznań to ponad 9 tys. pracowników, a wokół nich dostawcy, logistyka, usługi i budżety samorządów. Polska może chwilowo zyskać, jeśli część produkcji będzie przenoszona do tańszych lokalizacji. Jednak jeśli cały koncern będzie ograniczał modele, inwestycje i moce produkcyjne, skutki przyjdą także do nas.
Nowym trendem – a nie tylko wahnięciem spowodowanym skutkami pandemii – jest spadek popytu na auta na europejskim rynku. Nikt nie chce już kupować ponad pół miliona samochodów. Czyli nikt nie ma ochoty być dumnym posiadaczem produkcji dwóch średnich fabryk. Jeszcze ostrzej widać to w Chinach, gdzie sprzedaż Grupy Volkswagena spada na łeb na szyję; w 2025 r. było to już tylko około 2,7 mln aut, a w I kw. 2026 r. odnotowano spadek o kolejne 15 proc. Chiński rynek, przez lata źródło niemieckiej prosperity, stał się miejscem, gdzie lokalni producenci grają szybciej, taniej i skuteczniej, szczególnie w autach elektrycznych.
Szefowie VW skarżą się nie tylko na koszty pracy. Za niepowodzenia obwiniają ceny energii, przeregulowanie, cła. Siebie nie. A przecież Volkswagen nie pada dlatego, że Chiny nagle nauczyły się robić samochody. Pada dlatego, że Niemcy zbyt długo wierzyły, że przeszłość będzie działała wiecznie. Zgubiła ich mieszanka arogancji i wiary; skoro przez dekady byli najlepsi, uznali, że sama pozycja lidera jest strategią. Po co sięgać po nieznane i zabijać własny sukces?
I tu pojawia się zmęczenie. Ile można pisać o samobójczej polityce? Człowiek chciałby więc dla oddechu uciec od wykresów, fabryk i chciwych zarządów. Może sięgnąć po sport? Lepiej nie. Kanclerz Friedrich Merz właśnie przekonuje się boleśnie, że w Niemczech na publiczność nie działa dobrze nasze – sparafrazowane – hasło: „Nic się nie stało, Niemcy, nic się nie stało”. Może dlatego, że my wyśpiewujemy je ironicznie, a on chciał na poważnie pocieszać po porażce kadry z Paragwajem.
Może więc sięgnąć po kulturę wyższą, np. po Bauhaus: po linię, światło, proporcję i po modernistyczną obietnicę, że człowiek może urządzić świat prościej i piękniej. I wtedy przychodzą wieści, że Alternatywa dla Niemiec atakuje Bauhaus. W Saksonii-Anhalcie, gdzie leży Dessau, jedno z najważniejszych miejsc światowego modernizmu, AfD chce uczynić z ataków na tę artystyczno-rzemieślniczą uczelnię i jej działalność front wojny kulturowej. Zarzuca jej błędną drogę nowoczesności, zimną i odczłowieczoną architekturę, wykorzenienie, bliskość komunizmowi i zacieranie niemieckich tradycji. Chce „patriotycznej polityki kulturalnej”, krytycznej rewizji dziedzictwa Bauhausu, końca jego „jednostronnej gloryfikacji” i ograniczenia wsparcia dla instytucji uznanych za antyniemieckie. Brzmi absurdalnie, ale historia zna ten język. Naziści też widzieli w Bauhausie obcą, zdegenerowaną nowoczesność. I w końcu go zamknęli.
Dlatego może warto pojechać do Dessau właśnie teraz. Zobaczyć budynek uczelni, domy mistrzów, muzeum czy osiedle Törten. Samemu sprawdzić, gdzie rozwiązania architektoniczne Bauhausu były rewolucyjne, a gdzie były tylko wizją nienadającą się do użytku. Taki wakacyjny plan bez auta, ale z krzesłem Marcela Breuera. ©℗
Anna Kwiatkowska
Ośrodek Studiów Wschodnich, współautorka podcastu „Niemcy w ruinie?”




