Personel i Zarządzanie 4/2004 z 01.04.2004, str. 120
Data publikacji: 28.06.2018
Przegląd prasy zagranicznej
Od nakłaniania do motywowania
Metodą kija i marchewki można czasem nakłonić personel do lepszej pracy, ale prawdziwe motywowanie polega na czymś innym - pisze Steve Whiddett w brytyjskim dwutygodniku „People Management” z 4 grudnia 2003 roku. Kilka lat temu szef pewnej firmy marketingowej próbował podnieść poziom motywacji swych pracowników wyznaczając im co trzy miesiące nowe zadania, za które otrzymywali dodatkową premię. Byli wynajęci do konkretnej pracy, ale ponieważ wynagradzano ich za krótkoterminowe zlecenia, spodziewali się potem premii za każde wykonane zadanie. Równie antymotywacyjna może być metoda przeciwna: przymuszania ludzi do większego wysiłku pohukiwaniem i groźbami. Takie podejście - zwane metodą kija i marchewki - może ewentualnie „zmotywować” osła, zaś wobec ludzi bywa skuteczne tylko do pewnego stopnia.
Eksperci podkreślają różnicę między motywowaniem i nakłanianiem do zrobienia czegoś. Metoda kija i marchewki odnosi się do drugiego przypadku. Za pomocą kija można nakłonić do wykonania jakiegoś zadania, ale czynnik strachu czy zagrożenia będzie wtedy za każdym razem potrzebny. Podobnie pracownik, który za każde wykonane zadanie natychmiast otrzymuje premię, bez jej gwarancji nie będzie skłonny podjąć się żadnej pracy. Innymi słowy - metoda automatycznych nagród i kar niszczy prawdziwe zainteresowanie personelu pracą, a menedżerów stawia w roli nadzorców, przymusem lub przekupstwem nakłaniających pracowników do pracy, którą powinni wykonywać na mocy podpisanego kontraktu.

