Kaczyński wobec problemu kwadratury koła
Grupa Mateusza Morawieckiego rozstaje się z Prawem i Sprawiedliwością. Nie wnikam, czy dzieje się to w trybie dobrowolnego wyjścia z partii czy też wyrzucenia z niej. Zresztą każda ze stron sporu przedstawia to, co się stało, po swojemu, więc trudno się dowiedzieć, jak do tej sytuacji doszło naprawdę. Natomiast mnie interesuje szerszy kontekst politycznego przetasowania, którego jesteśmy świadkami.
Otóż w perspektywie przyszłorocznych wyborów parlamentarnych PiS stanął wobec problemu kwadratury koła. Według sondaży preferencji wyborczych bezwzględna większość mandatów w Sejmie w roku 2027 przypadnie razem formacjom obecnej prawicowej opozycji – zarówno w konfiguracji, w której grupa Morawieckiego pozostałaby w ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego, jak i w wariancie jej funkcjonowania jako odrębnego podmiotu.
Szkopuł w tym, że przed PiS są dwa wyzwania. Pierwsze to odsunięcie Koalicji Obywatelskiej oraz pozostałych partii obecnego układu rządzącego od władzy. Drugie zaś to niedopuszczenie do tego, żeby przyszły gabinet współtworzyła Konfederacja Korony Polskiej – stronnictwo, które kontestuje więzi łączące Polskę z Zachodem. Chodzi zwłaszcza o uprawianą przez formację Grzegorza Brauna krytykę polskiej polityki wynikającej z przynależności do Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej. Tyle że, jak wskazują sondaże, nie da się złożyć prawicowej większości sejmowej bez Korony. Tymczasem grupa Morawieckiego kojarzona jest z proamerykańskim, modernizacyjnym nurtem na prawicy.
Choć Jarosław Kaczyński przy różnych okazjach zarzeka się, że nie będzie współrządził z Braunem, to jednak wiadomo, że politycy w zależności od tego, w jakich działają okolicznościach, są skłonni zmieniać swoje zdanie. Tak było przed wyborami parlamentarnymi w 2005 r. Kaczyński wykluczał współrządzenie z Andrzejem Lepperem, a potem stało się zgoła inaczej. Oczywiście pakt PiS z Samoobroną kosztował formację Kaczyńskiego utratę władzy, niemniej skuteczna polityka wymaga elastyczności, a więc w pewnych przypadkach rewizji własnego stanowiska. To sztuka osiągania celów możliwych – nieraz układając się z wrogiem. I taki doświadczony polityk jak prezes PiS świetnie zdaje sobie z tego sprawę.
Natomiast być może w Prawie i Sprawiedliwości coraz silniej dają o sobie znać politycy, którzy nie dostrzegają czy nie chcą dostrzegać geopolitycznych konsekwencji zawiązania układu z Koroną (choć sam Kaczyński do tego grona nie należy). Wiadomo przecież, że na ewentualną obecność ugrupowania Brauna w przyszłym prawicowym gabinecie krzywo patrzą Amerykanie (ponad podziałami politycznymi). I chodzi właśnie o kwestie stosunków międzynarodowych.
Stanowisko Korony można interpretować jako ukłon w stronę koncepcji świata wielobiegunowego, wedle której Chiny, Rosja i inne państwa zaliczane do globalnego Południa będą się umacniać względem Zachodu (zwłaszcza USA), a Polska stanie się de facto państwem neutralnym, co przecież nie oznacza – a na ten temat Braun i politycy jego partii już milczą – że bezpiecznym.
Czy PiS bez środowiska Morawieckiego podąży w kierunku takiej opcji geopolitycznej? Co wtedy z proamerykańskością tej formacji? Być może to z odpowiedzi na te pytania można się dowiedzieć o sednie konfliktu, do którego doszło w PiS. ©℗
Filip Memches
publicysta tygodnika „Do Rzeczy”




