Salomonowy wyrok? Sprawa śmierci Jerzego Ziobry
Wreszcie nastąpił finał sprawy lekarzy ojca byłego ministra sprawiedliwości. Postępowanie było obarczone podejrzeniami o nadużywanie wpływów z jednej strony i o nieobiektywność biegłych z drugiej
Rodzina Ziobrów przez dwie dekady – częściowo na oczach opinii publicznej – dążyła do tego, aby wymiar sprawiedliwości uznał winę lekarzy, którzy podczas pobytu w szpitalu opiekowali się ich mężem i ojcem. I częściowo dopięła swego. Postępowanie to na przestrzeni lat zyskało jednak miano najgłośniejszej sprawy lekarskiej w Polsce, a w jej tle majaczyła polityka.
Przypomnijmy, że Jerzy Ziobro pod koniec czerwca 2006 r. trafił do Szpitala Uniwersyteckiego UJ w Krakowie, a niedługo później zmarł. Po tym, jak prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo w tej sprawie, jego żona i synowie złożyli prywatny akt oskarżenia przeciwko czterem lekarzom. Byli to m.in. prof. Jacek D. (ówczesny kierownik oddziału kliniki kardiologii) i prof. UJ Dariusz D. (ówczesny lekarz tego oddziału i wiceszef pracowni hemodynamiki).
Kluczowy był czas
O zadowoleniu którejkolwiek ze stron trudno mówić – rodzina Ziobrów doczekała się uznania winy jednego lekarza, trójka uniewinnionych medyków ma za sobą dwie dekady życia w niepewności.
Sąd Okręgowy w Krakowie 23 lipca podtrzymał wyrok uniewinniający troje lekarzy. Uchylił go tylko wobec czwartego, ale umorzył postępowanie ze względu na upływ czasu (sygn. akt IV Ka 967/17).
– Sprawy trudne, skomplikowane mają inklinacje do tego, żeby się starzeć. Ale ta była trudna jeszcze ze względu na to, kim były strony tego postępowania. Po jednej prokurator generalny, najdłużej urzędujący minister sprawiedliwości w historii III Rzeczypospolitej, osoba budująca swoją karierę na krytyce wymiaru sprawiedliwości, wchodząca wcześniej w konflikt ze środowiskiem lekarskim. Po drugiej lekarze, ale nie zwykli lekarze z Pcimia, przy całym dla nich szacunku – mówił sędzia sprawozdawca Tomasz Kudla.
Problemy z ekspertyzami
Nawiązywał do jednej z bardziej skomplikowanych w tym wieloletnim i wielo wątkowym procesie kwestii, czyli konieczności oparcia się przez sąd na opinii biegłych. Tych krajowych rodzina postrzegała jako nieobiektywnych, bo uwikłanych w środowiskowe układy. Ostatecznie SO czekał kilka lat na opinię ekspertów zagranicznych.
Profesor Dariusz D., czyli jedyny z czwórki lekarzy, którego niewinności SO ostatecznie nie potwierdził, to wybitny kardiolog i operator oraz członek wielu uznanych gremiów (dwie dekady temu był on jeszcze młodym lekarzem przed specjalizacją, choć z wszelkimi uprawnieniami do leczenia, a światowe uznanie zyskał później). Drugi z głównych oskarżonych – dziś już prawomocnie uniewinniony – to z kolei znany w Krakowie, ceniony i szanowany lekarz, wykładowca akademicki i promotor wielu karier, również kardiolog, Jacek D.
– To nie byli zwykli lekarze. Oskarżyciele posiłkowi (rodzina Ziobrów – red.) mogli się obawiać, że będzie trudno znaleźć osoby, które opiniować będą w sposób bezstronny, bo pozycja oskarżonych jest bardzo wysoka. Z drugiej strony, oskarżeni mogli drżeć, że ich przeciwnikiem procesowym jest prokurator generalny. Wszak w pewnym momencie do tego procesu przyłączyła się prokuratura i była bardzo aktywna – obrazował sędzia.
Przypomniał, że aktywność ta polegała na prowadzeniu przeciwko biegłym bardzo szeroko zakrojonego postępowania, które orzecznik porównał do postępowania trałowego (polegającego na masowym poszukiwaniu dowodów przestępstwa bez jasnego celu). – O godz. 6 rano policja weszła do mieszkań wszystkich biegłych, dokonano przeszukań, zatrzymano dokumenty, dyski, komputery. To na pewno było trudne doświadczenie dla osób opiniujących w tej sprawie – dodał sędzia Kudla. Przypomnijmy, że śledczy mieli rzekomo sprawdzać, czy rachunki za wystawione opinie nie zostały zawyżone, a one same nie wymagają weryfikacji.
Z opinii biegłych zagranicznych, której SO zasięgnął w obliczu problemu z ekspertami krajowymi, każda strona postępowania i tak wyciągnęła tezy dla niej korzystne.
– Z tych wszystkich przemówień, również z pisemnego oświadczenia Krystyny Kornickiej-Ziobro (wdowy po zmarłym) przebija jedno: zmęczenie tą sprawą. Wszyscy uczestnicy tego procesu są nim chyba bardzo zmęczeni – podsumował sędzia.
Ostatecznie sąd przyjął, że Dariusz D. podjął samodzielną decyzję o wyborze metody leczenia nieadekwatnej do stanu rozwoju choroby Jerzego Ziobry. Ojcu byłego ministra założono stenty zamiast wszczepienia bypassów. Tym samym lekarz nieumyślnie naraził Jerzego Ziobrę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Sąd umorzył jednak postępowanie ze względu na upływ terminu przedawnienia jego karalności.
Coś dla każdego
Jak komentował w rozmowie z dziennikarzami pełnomocnik Ziobrów, mec. Krzysztof Nocek, w całej sprawie „od początku chodziło o prawdę i ta prawda częściowo została wyartykułowana przez sąd II instancji”. – Doczekaliśmy się wyroku sprawiedliwego, niestety zapadł on zbyt późno, abyśmy mogli w pełni uzyskać to, czego rodzina oczekiwała od samego początku. Zarzuty co do błędów terapeutycznych i diagnostycznych zostały natomiast potwierdzone, a to od samego początku była oś sporu – mówił.
Surową ocenę sądowemu orzeczeniu wystawił z kolei mec. Jan Widacki, adwokat uniewinnionej lekarki, w czasie leczenia Jerzego Ziobry jeszcze rezydentki. Jego zdaniem uzasadnienie wyroku było „asekuracyjne” i „na wszelki wypadek”. – Nie rozumiem tego – podsumował mecenas.
Według prok. Eryka Stasielaka z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, wydane orzeczenie to „wyrok salomonowy, w którym każdy odnajdzie coś korzystnego dla siebie”. – Trzech lekarzy uniewinnionych. W przypadku głównego operatora sąd stwierdził, że leczenie było nieoptymalne, ale nie sposób tego nieoptymalnego leczenia powiązać ze skutkiem śmiertelnym – podsumowywał.
Prokuratura, która do sprawy na stałe dołączyła dopiero po tym, jak Zbigniew Ziobro objął funkcję prokuratora generalnego, na ostatniej prostej wykonała woltę. I – podobnie jak pełno mocnicy wszystkich lekarzy – domagała się utrzymania uniewinniającego ich wyroku. W toku procesu prokuratura uznała bowiem, że dziś nie sposób odpowiedzieć na pytanie, czy gdyby 20 lat temu Jerzy Ziobro był leczony inną metodą, jego szanse na przeżycie byłyby większe.
Postępowanie w tej sprawie zakończyło się po latach sądowych zawirowań, po wydaniu wcześniej już postanowień potwierdzających brak winy wszystkich lekarzy i po kilkudziesięciu rozprawach w sądzie odwoławczym. Rodzina Ziobrów chciała, aby SO przyznał, że nieprawomocny, uniewinniający wyrok w tej sprawie z 2017 r. nie został wydany na podstawie prawidłowych ustaleń.
– Przez lata próbowano sprowadzić tę sprawę do fałszywej opowieści o zemście. To dla mnie szczególnie bolesne. Nie prowadzę wojny z lekarzami. Sama byłam lekarzem – zapewniała w swoim oświadczeniu dla mediów Krystyna Kornicka-Ziobro. – Wiem, jak wielu polskich lekarzy każdego dnia wykonuje swoją pracę uczciwie i z oddaniem. Właśnie dlatego nie mogę milczeć, gdy w konkretnej sprawie widzę, w świetle opinii zagranicznych ekspertów i ustaleń ujawnionych w toku procesu, poważne błędy, przemilczenia i nieprawidłowości – podkreśliła wdowa.
Trzeba jednak pamiętać, że sąd odwoławczy w żadnym wariancie nie mógłby wydać wyroku skazującego lekarzy, a jedynie – zgodnie z przepisami – ewentualnie uchylić wyrok pierwszej instancji i tam też ponownie skierować sprawę.
Zasadność perspektywy rodziny Jerzego Ziobry miała potwierdzić opinia ekspertów z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Sądowej w Lozannie. Ci ocenili, że – zgodnie ze światowymi zaleceniami – teoretycznie lepszym dla pacjenta wyborem byłaby operacja kardiochirurgiczna, a nie angioplastyka wieńcowa. Zastrzegli przy tym, że są to jedynie zalecenia, bo ostateczną decyzję musi podjąć lekarz. Co więcej, zauważyli też, że wszczepienie bypassów mogłoby się wiązać z wysokim ryzykiem krwawienia ze względu na terapię, której poddany był pacjent, i że właśnie ten fakt mógł wpłynąć na podjęty przez medyków wybór innego sposobu postępowania.
Kolejną odsłoną tego sporu było prawomocne postanowienie sądowe umarzające postępowanie w sprawie części medyków. Kasację do Sądu Najwyższego złożył wówczas ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet. Ostatecznie sprawą ojca ówczesnego ministra sprawiedliwości – i już czwórki lekarzy – zajął się Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śród mieścia.
Postępowanie i polityka
Od 2016 r. proces toczył się z oskarżenia publicznego, co według oponentów Zbigniewa Ziobry było dowodem na upolitycznienie postępowania, w którym polityk miał wykorzystywać swoje pozycję i wpływy.
Rok później SR wydał nieprawomocny wyrok, którym uniewinnił wszystkich lekarzy, stwierdzając, że nie popełnili oni błędu medycznego, a zatem nie narazili ojca Ziobry na niebezpieczeństwo. Od wyroku złożono apelacje, a prawomocne orzeczenie wydał w czwartek sąd okręgowy.
Warto przypomnieć, że na początku 2025 r. prokuratura poinformowała, iż specjalny zespół śledczych zbada, czy Zbigniew Ziobro nie dopuścił się w tej sprawie przekroczenia uprawnień. Jest to pokłosie raportu przygotowanego przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, za którego czasów Prokuratura Krajowa przygotowała raport dotyczący postępowań z lat 2016–2023, które mogły być prowadzone pod politycznym naciskiem. ©℗
Nadia Senkowska




