ustrój
Asesorzy znaleźli się w patowej sytuacji. Czy zostaną dopuszczeni do pracy?
Wszystko wskazuje na to, że to asesorzy będą w dużej mierze odpowiedzialni za to, by zadbać o skuteczność swojej nominacji. Jeśli odpowiednie dokumenty nie będą kontrasygnowane przez premiera, mogą nie zostać dopuszczeni do pracy.
O tym, że dziś prezydent wręczy akty powołania 211 asesorom sądów rejonowych oraz 18 asesorom wojewódzkich sądów administracyjnych, w zeszłym tygodniu poinformował szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Tym samym – jak pisał już wcześniej DGP – otwiera się kolejny front sporu o sądownictwo, ponieważ rząd nie uznaje wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uchylił wymóg uzyskania kontrasygnaty dla tej prezydenckiej czynności (sygn. akt K 2/26).
Rozważane w gronie prezesów sądów warianty wyjścia z tej patowej sytuacji zakładają przede wszystkim zaangażowanie w sprawę samych asesorów. Jak dowiedział się DGP, jeden z sądów wysłał do nich wiadomość z „propozycją pomocy” w uzyskaniu „następczej kontrasygnaty”. Uzyskany we wtorek od prezydenta „oryginał aktu nominacji” asesorzy mieliby złożyć jeszcze tego samego dnia w Ministerstwie Sprawiedliwości albo w środę u prezesa właściwego sądu apelacyjnego lub rejonowego. „Akty zostaną następnie przekazane do KRS (Krajowej Rady Sądownictwa – red.), która prawdopodobnie wyda opinię o kontrasygnacie, a następnie skierowane do kancelarii premiera do kontrasygnaty” – wskazano.
Problem w tym, że asesorzy nie będą dysponować prezydenckim postanowieniem, a jedynie dokumentem, który stwierdza, że właśnie zostali mianowani na swoje stanowisko.
– Nie wiem, skąd w ogóle założenie, że do asesorów trafi postanowienie. Nikt nigdy go nie dostawał – mówi nam anonimowo jedna z sędziów sądu rejonowego. I dodaje, że kontrasygnowanie dokumentów, które otrzymają dziś asesorzy, nie ma sensu.
W rozmowie z DGP prezes Sądu Apelacyjnego w Katowicach Aleksandra Janas wskazuje, że problematyczna sytuacja zmusiła prezesów sądów apelacyjnych do improwizacji.
– Przyjęliśmy na siebie obowiązek przekazania wszystkich dokumentów do MS, a już rolą ministra będzie uzyskanie kontrasygnaty premiera. To chyba jedyny sposób uratowania całej tej sytuacji – mówi.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że osoby, które nie uzyskają na akcie swojego powołania kontrasygnaty, nie będą traktowane jako asesorzy i nie będą dopuszczone do pracy.
– Współczuję bardzo asesorom i rozumiem ich rozgoryczenie. Ale działamy zgodnie z duchem prawa tak, aby nikt nie mógł potem zarzucić jednemu czy drugiemu asesorowi, że jest źle powołany – dodaje Janas. Zdaniem naszej rozmówczyni dopuszczalny jest następczy tryb uzyskania kontrasygnaty premiera – czyli taki, w którym podpis jest złożony już po decyzji prezydenta.
Takiej możliwości w rozmowie z DGP nie wyklucza też prof. Jacek Zaleśny z UW.
– Ustrojodawca nie przesądził, w jakiej kolejności organy partycypują w akcie urzędowym prezydenta – podkreśla nasz rozmówca. Choć, jak zastrzega, obecnie przyjęty tryb, w którym pierwsza jest kontrasygnata, na pewno jest bardziej efektywny niż ten, w którym następowałaby ona zawsze dopiero po decyzji prezydenta.
Inną kwestią jest to, że zdaniem konstytucjonalisty w świetle wyroku TK kontrasygnata po prostu nie jest potrzebna.
– W obecnym stanie prawnym prezydencka czynność będzie po prostu wiążąca sama w sobie. A wszystko to, co jest dokonywane poza nią, można traktować jako zdarzenie niewywołujące skutków prawnych, prawnie irrelewantne – podsumowuje Zaleśny. ©℗
Sonia Otfinowska




