Sędzia przemówił ludzkim głosem
Powiedzieć, że sędzia Maciej Mitera nie brał jeńców, uzasadniając surowy wyrok dla sprawcy jednego z najbardziej bulwersujących wypadków samochodowych ostatnich lat, to jakby nie powiedzieć nic. W swoim kilkuminutowym wystąpieniu, które błyskawicznie obiegło media i stało się internetowym wiralem, sędzia wytknął Łukaszowi Żakowi nie tylko naganność czynu, którego się on dopuścił, lecz także jego postawę w trakcie procesu. – Wszystko pana interesowało: koszulki, Vuittony, Balenciagi. Ale nie to, co pan zrobił. Uważam, że zero refleksji – podsumował.
„Mowa tego sędziego jest jak rozmowa z ojcem, której Żak chyba nigdy nie odbył, ale teraz już za późno” – podsumował jeden z internautów. Oczywiście – wiek sędziego i sądzonego nie powinien mieć żadnego znaczenia. Ale w społecznym odbiorze – ma. Po latach wielu z nas przywoła w pamięci konkretny obrazek – z jednej strony młody mężczyzna, który może spędzić w więzieniu niemal tyle lat, ile trwało jego dotychczasowe życie, z drugiej – ponadpięćdziesięcioletni sędzia wytykający mu brak kindersztuby i próbę zaimponowania swoją szaleńczą jazdą nie wiadomo komu.
Oczywiście w oczach swoich krytyków sędzia Mitera żadnymi zasługami nie odkupi już swoich win z czasów pełnienia funkcji rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa w okresie, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, pozostając dla nich jednym z tych, którzy przyłożyli rękę do niszczenia praworządności. Jednak to, że sprawa Żaka trafiła właśnie na jego biurko, obrazuje, że dla większości społeczeństwa nie ma żadnego znaczenia, iż rozstrzygnął ją sędzia „z bagażem”. Ważne, że zrobił to skutecznie.
Poza tym język, jakim debatuje się o praworządności, jest dla ludzi niezrozumiały i abstrakcyjny. Ten, którym przemówił sędzia – był prosty, działający na wyobraźnię, konkretny. Dla niektórych, owszem, może i zbyt potoczny. Sceptycy, głównie prawnicy, zastanawiają się, w jaki sposób sędzia pożeni teraz pełne kolokwializmów ustne uzasadnienie z tym pisemnym, które najprawdopodobniej stanie się podstawą do apelacji obrony Żaka. I przewidują, że potoczność ta może obrócić się na korzyść samego oskarżonego.
Cała sprawa uświadamia nam jedno: sędziowie muszą dokonać autorefleksji i zastanowić się nad tym, jakim językiem przemawiają do obywateli. Wielu umie mówić prosto, choć nie każdy ma sprzyjającą temu charyzmę czy sposób ekspresji. Adwokaci, nauczyciele akademiccy i wreszcie sami sędziowie przyznają, że do poprawy jest wiele.
W sądzie, który z powodów zawodowych odwiedzam najczęściej, na ogłoszenia wyroków w głośnych sprawach medialnych przychodzi również rzecznik prasowy. Później wyjaśnia niuanse i rozwiewa ewentualne wątpliwości. Sami przedstawiciele mediów – nawet ci, którzy po sądach chodzą od lat – często wzajemnie konsultują się w tym zakresie. Niemożliwe wydaje się zatem, aby zwykły obywatel, bez pomocy pełnomocnika czy obrońcy, będąc w sądzie po raz pierwszy, w każdej sytuacji dobrze rozumiał, co się tam dzieje. Tak wyglądałby świat idealny.
Światem idealnym z pewnością nie byłoby jednak państwo, w którym o kształcie wyroków decyduje presja społeczna i medialna. Oczywiście nie ma takiego języka, jaki ukoiłby rozpacz rodziny, która w wypadku straciła bliskich, a którego sprawca dostał karę nie 20 lat, lecz półtora roku pozbawienia wolności. Ale jeśli rozstrzygnięcia uzależnione byłyby od czynników innych niż obiektywna analiza sądów, wymiar sprawiedliwości zamieniłby się w zinstytucjonalizowany samosąd. ©℗
Nadia Senkowska
dziennikarka DGP




