handel
Amerykańskie cła w nowym kostiumie
Walka z pracą przymusową to oficjalnie główny cel nowych opłat nałożonych na amerykański import. W praktyce to kontynuacja dotychczasowej polityki

Manipulację i instrumentalne wykorzystanie kwestii pracy przymusowej do uzasadnienia aktu „unilateralizmu i protekcjonizmu” zarzucił w poniedziałek USA resort handlu Chińskiej Republiki Ludowej. Pekin wyraził stanowczy sprzeciw wobec nowo wprowadzonych ceł, wzywając Amerykanów do „naprawienia błędnych praktyk” i „całkowitego zniesienia jednostronnych barier”. „Będziemy w dalszym ciągu ściśle monitorować i całościowo oceniać kolejne działania USA, i rezerwujemy sobie prawo do podjęcia wszelkich niezbędnych środków” – zaznaczono w ministerialnej deklaracji.
W ten sposób ChRL odpowiedziała na znalezienie się w gronie 60 partnerów handlowych USA (obok 58 innych państw i Unii Europejskiej), którzy w piątek zostali objęci nowymi cłami importowymi, wprowadzonymi na podstawie przepisów art. 301 ustawy o handlu dotyczących przeciwdziałania pracy przymusowej. Stawki opłat, którymi tym samym zostanie objęty import z krajów odpowiedzialnych za ponad 99 proc. dostaw do USA, to 10 lub 12,5 proc.
UE wśród uprzywilejowanych
Dla części krajów stawki te będą doliczane do obowiązujących ceł. Dla gospodarek cieszących się statusem największego uprzywilejowania oraz sygnatariuszy porozumień handlowych z USA – w tym Unii Europejskiej, Japonii, Korei Płd. czy Tajwanu – będzie to nowa efektywna stawka dla najniżej oclonych produktów, zaś koszt importu produktów objętych wyższymi stawkami pozostanie niezmieniony. Według Komisji Europejskiej de facto 10 proc. wyznaczy pułap maksymalny dla większości importowanych z krajów Unii. Dlatego też Bruksela ze spokojem zareagowała na decyzję Waszyngtonu: choć nie uznaje ona nałożenia ceł za zasadne, z zadowoleniem odnotowała zarazem ich zgodność z ustaleniami negocjacji UE-USA.
W raporcie przygotowanym w ramach dochodzenia przez biuro przedstawiciela ds. handlu (został opublikowany w marcu) jako jeden z przykładów uwikłania światowych gospodarek w korzyści z pracy przymusowej jest wymieniona Polska. Obciążony takimi praktykami może być – jak czytamy – nasz rosnący w ostatnich latach import tytoniu z Malawi, który przełożył się z kolei na podniesienie wolumenów oraz wartości eksportu papierosów produkowanych w Polsce.
W służbie America First
– Prezydent dostrzega, że dekady moralnej perswazji nie pozwoliły wyeliminować pracy przymusowej z globalnych łańcuchów dostaw. USA zakazują importu towarów opartych na pracy przymusowej od niemal 100 lat i rygorystycznie ten zakaz egzekwują; już najwyższy czas, by nasi partnerzy handlowi postąpili tak samo – oświadczył Jamieson Greer, przedstawiciel USA ds. handlu. W komunikatach jego biura podkreślono, że decyzje stanowią kolejną emanację polityki „America First”, której celem jest „przywrócenie zasady wzajemności” w stosunkach USA z partnerami, zniwelowanie niekorzystnych dla strony amerykańskiej nierównowag handlowych oraz wsparcie produkcji w kraju.
Greer nie wspomniał, że nowe bariery stanowią – z punktu widzenia wpływu na handel – proste przedłużenie wygasających, tymczasowych taryf celnych obowiązujących od kwietnia, które z kolei zajęły miejsce opłat wprowadzonych z tytułu „nadzwyczajnego zagrożenia” dla gospodarki, zakwestionowanych w lutym (jako przekroczenie prezydenckich uprawnień) przez Sąd Najwyższy USA. Dzięki przyjęciu nowej decyzji przeciętna efektywna stawka celna obciążająca amerykański import utrzyma się na poziomie powyżej 11 proc., a dla części kluczowych partnerów, w tym Chin, nieznacznie wzrośnie (według szacunków Budget Lab Uniwersytetu Yale przeciętna efektywna stawka celna dla Państwa Środka w najbliższych miesiącach wynosić będzie ok. 26,5 proc., a w listopadzie wzrośnie do ponad 27 proc.). W dalszym ciągu będą jednak niższe od obowiązujących przed orzeczeniem SN, kiedy efektywna średnia stawka dla całego importu sięgała ok. 14 proc., a dla Chin niemal 34 proc.
Kolejna prawna batalia?
Nowa podstawa prawna jest uważana za bardziej odporną od poprzedniej na ewentualną kontrolę sądową (to art. 301 był głównym narzędziem polityki celnej USA w pierwszej kadencji Donalda Trumpa, której nie udało się podważyć na tej ścieżce). Mimo to już pierwszego dnia decyzję administracji zaskarżyło do nowojorskiego Sądu ds. Handlu Międzynarodowego kilka niewielkich firm, w tym producent zabawek edukacyjnych Learning Resources, który był jednym z podmiotów stojących za poprzednim skutecznym pozwem w sprawie prezydenckich ceł.
Zdaniem Krzysztofa Mroczkowskiego, ekonomisty związanego z New England Complex Systems Institute, nawet jeśli i tym razem skarga okaże się skuteczna, mało prawdopodobne, by administracja USA pogodziła się z wygaśnięciem ceł. – Będą próbować dalej, do skutku, bo to klucz do najważniejszych zdefiniowanych w zapleczu prezydenta celów strategicznych. Chodzi przede wszystkim o spowolnienie Chin, a w drugiej kolejności o poprawę sytuacji amerykańskiego przemysłu. Sympatycznym bonusem są efekty fiskalne – uważa ekspert. ©℗
Marceli Sommer
dziennikarz DGP




