Kinoteka HR człowiecka Steve Jobs czyli: zatrute JABŁKO geniusza
Rozmowa Piotra Sierocińskiego, właściciela firmy ceHR, z Leszkiem Mellibrudą, psychologiem społecznym i biznesu, o inspiracjach dla HR-owców, jakie płyną z twórczości filmowej.

P.S.: Panie Leszku, jest 24 stycznia 1984 r. W kalifornijskim Cupertino, gdzie od 1976 r. mieści się siedziba założonej przez Steve’a Jobsa (45 proc. udziałów), Steva’a Wozniaka (45 proc.) i Ronalda Wayne’a (10 proc.) firma komputerowa Apple Computers Inc. trwają przygotowania do prezentacji nowego systemu komputerowego Macinosha, który ma wkrótce zastąpić wysłużonego Apple’a II. W kuluarach i na ogromnej sali widowiskowej Flint Center wre jak w ulu.
L.M.: W końcu to ma być wg nieskromnych słów Jobsa największe wydarzenie od zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej i najbardziej spektakularne wydarzenie w historii informatyki.
P.S.: Jak już wspomniałem, przygotowującemu się do wystąpienia Jobsowi co chwilę ktoś przerywa: a to Joanna Hoffman (szefowa marketingu) wraz z Andym Hertzfeldem (głównym inżynierem oprogramowania) mówi o tym, że na pół godziny przed startem imprezy mają problem z syntezatorem mowy i że Macintosh nie powita uczestników, mówiąc „Hello!”, a to Steve „Woz” Wozniak prosi Jobsa, by wymienił programistów Apple’a II (prekursora Macintosha) jako współtwórców nowego komputera, wreszcie jego licealna miłość Chrisann Brennan przychodzi z ich wspólną córką Lisą po pieniądze, ponieważ alimenty jej nie wystarczają do końca miesiąca.
L.M.: Ale jak rozumiem, Jobs nie uznaje kompromisów i nie da się odciągnąć od głównego celu prezentacji.
P.S.: To prawda – komputer ma w ciągu 20 minut zacząć mówić, bo inaczej Andy będzie musiał odejść, odmawia Wozowi jakiegokolwiek odniesienia się do „prehistorycznego” Apple II w dniu narodzin nowszego modelu, i nie da nic córce ponad to, co zasądził od niego sąd (385 dol. na miesiąc), bo nie ma pewności, czy jest jej ojcem, ani czy te pieniądze nie zostaną roztrwonione przez nieodpowiedzialną matkę Lisy.

